Erywań. Szwajcarska precyzja, ormiański temperament
Do Armenii przyciąga historia, ale w Erwaniu równie łatwo zostać dla współczesności. Różowy tuf, galerie, restauracje, wino i górujący nad miastem Ararat tworzą stolicę, która nieustannie zderza stare z nowym. W samym centrum znalazł się hotel, który tę sprzeczność zamienia w swój największy atut.
W 1950 r. podczas wykopalisk na wzgórzu Arin Berd odnaleziono inskrypcję króla Argisztiego I, potwierdzającą istnienie Erebuni, twierdzy założonej w 782 r. p.n.e. To najstarszy znany zapis związany z historią Erywania. Z tej perspektywy współczesne centrum miasta wygląda niemal młodo. Jego wiek trudno wyczuć to w pierwszym kontakcie. Wieczorami place wypełniają się ludźmi, kawiarnie pracują długo, a restauracje zaczynają żyć wtedy, gdy wiele miast zwalnia.
| fot. Travelerdeluxe |
Nie przyjechałam jednak do Armenii po to, żeby oglądać miasto wyłącznie przez muzealne szyby. Szukałam miejsca, w którym można poczuć współczesny Jerewan. Dlatego wybrałam Mövenpick Yerevan.
Hotel w samym środku miasta
Adres Mher Mkrtchyan 15 okazał się jednym z największych atutów pobytu. Hotel stoi w centrum, blisko Placu Republiki, restauracji, kawiarni i kulturalnych adresów. Można wyjść rano na spacer, wrócić na chwilę do pokoju, a wieczorem znów ruszyć pieszo. Samochód nie jest potrzebny do poznawania centralnego Jerewania.
| fot. Travelerdeluxe |
To ważne, bo Jerewan jest miastem, które najlepiej oglądać bez pośpiechu. Różowy tuf zmienia kolor wraz ze światłem. Rano budynki mają odcień miodu, późnym popołudniem robią się niemal morelowe. Materiał, który stał się znakiem rozpoznawczym stolicy, pojawia się także w hotelowej opowieści.
Mövenpick Yerevan ma 127 pokoi na dziesięciu piętrach, restaurację, bar, kawiarnię, centrum fitness, hammam, saunę i przestrzenie konferencyjne. Jest pięciogwiazdkowym hotelem, ale jego największą zaletą nie jest liczba udogodnień. Jest nią sposób, w jaki hotel został wpisany w miasto.
| fot. Travelerdeluxe |
| fot. Travelerdeluxe |
| fot. Travelerdeluxe |
Różowy tuf w środku hotelu
Za wnętrza odpowiada Studio Shoo, pracownia założona w 2017 r. przez architektkę Shushanę Khachatrian. To ważny szczegół, bo projekt nie jest anonimowym wnętrzem międzynarodowej sieci. Za jego językiem stoją projektanci, którzy pracują w Jerewanie i znają miejscową architekturę, materiały oraz rzemiosło. Studio Shoo realizuje projekty hoteli, restauracji i przestrzeni publicznych, współpracując m.in. z Accor i Marriott International. W efekcie Mövenpick nie wygląda jak szwajcarski hotel, który przypadkiem wylądował na Kaukazie. Jest bardziej subtelnie. Szwajcarska jest precyzja. Ormiański jest kolor.
![]() |
| fot. Travelerdeluxe |
| fot. Travelerdeluxe |
W projekcie pojawiają się lokalne inspiracje, mocniejsze faktury, ceramika, metal i kamień. To ważne w mieście zbudowanym z tufu, gdzie architektura nigdy nie była tylko kwestią funkcji. Tamanian, autor planu współczesnego Jerewania, świadomie oparł charakter stolicy na lokalnych materiałach. Mövenpick korzysta z tej samej wrażliwości, ale przekłada ją na język współczesnego hotelu.
Pokoje są spokojniejsze niż części wspólne. Standardowe mają od 23 m², Superior od 25 m², Deluxe 35 m², a Junior Suite 37 m². Są też większe apartamenty. Po całym dniu spacerowania ta różnica zaczyna mieć znaczenie: dobrze zaprojektowany pokój nie próbuje już niczego opowiadać. Ma po prostu dać odpocząć.
Le Pont: Francja spotyka Armenię
| fot. Travelerdeluxe |
| fot. Travelerdeluxe |
| fot. Travelerdeluxe |
A potem przychodzi poranek. Śniadanie w Mövenpick ma być po prostu dobre i obfite, ale szczególnie interesujące jest to, jak klasyczne hotelowe śniadanie spotyka się tu z Armenią. Lawasz, sery, świeże produkty i lokalne smaki funkcjonują obok międzynarodowych klasyków.
I jest jeszcze Chocolate Hour
O 16.00 pachnie czekoladą. W przypadku Mövenpick to nie zwykły poczęstunek. Chocolate Hour jest jednym z charakterystycznych rytuałów marki. W hotelowym lobby pojawiają się czekoladowe słodycze przygotowywane dla gości. To właśnie takie szczegóły sprawiają, że międzynarodowa marka zaczyna mieć lokalną pamięć.
![]() |
| Chocolate Hour fot. Travelerdeluxe |
Wraca się ze zwiedzania. Buty są zakurzone, w głowie wciąż został Ararat, Cascade albo Matenadaran. I wtedy zamiast kolejnej formalnej hotelowej usługi pojawia się coś zupełnie niepotrzebnego, a przez to przyjemnego: czekolada.
Mövenpick Café działa jako osobne miejsce spotkań. Można tu zatrzymać się na kawę, kupić słodycze marki i przeczekać najgorętszą część dnia. Hotel przestaje być wtedy tylko bazą noclegową. Staje się adresem, do którego można wrócić również po to, żeby niczego przez chwilę nie zwiedzać.
Miasto zaczyna się za drzwiami
Z Mövenpick łatwo ruszyć w stronę Placu Republiki. To jeden z najbardziej charakterystycznych fragmentów miasta, zaprojektowany w duchu Alexandra Tamaniana. Tufowe fasady mają kolor, który najlepiej oglądać późnym popołudniem, kiedy słońce zaczyna pracować na fakturze kamienia.
Kilkaset metrów dalej znajduje się Matenadaran, jedno z najważniejszych miejsc dla historii ormiańskiej kultury piśmienniczej. Zbiory obejmują około 23 tys. rękopisów i setki tysięcy dokumentów. Niektóre średniowieczne tłumaczenia są szczególnie cenne, bo zachowały treść dzieł, których oryginały zaginęły.
To jest właśnie Jerewan, który najbardziej zapada w pamięć. Nie ten z folderu. Ten, w którym po wyjściu z hotelu można w ciągu jednego dnia przejść od luksusowego lobby do średniowiecznego rękopisu, a wieczorem usiąść przy kieliszku ormiańskiego wina.
Z Polski pod Ararat
Polski ślad jest tu starszy, niż mogłoby się wydawać. W XIX wieku po Kaukazie podróżował Józef Chodźko, polski geodeta i kartograf. W 1850 r. zdobył Ararat, zapisując się w historii badań tej góry.
Dziś większość podróżnych ogląda ją z Jerewania. To wystarczy, żeby zrozumieć, dlaczego Ararat jest czymś więcej niż efektownym tłem do zdjęcia. Góra leży obecnie po tureckiej stronie granicy, ale pozostaje jednym z najważniejszych symboli Armenii. Może właśnie dlatego Jerewan tak dobrze działa na wyobraźnię. Jest blisko historii, ale nie żyje wyłącznie przeszłością. A Mövenpick Yerevan dobrze tę zasadę rozumie.
To hotel, w którym można dostać szwajcarską organizację, ale nie trzeba rezygnować z Armenii. Można mieć pięciogwiazdkowy komfort i jednocześnie siedzieć przy stole, na którym lokalne smaki spotykają się z francuską techniką. Można wrócić do pokoju po całym dniu chodzenia po różowym mieście i zejść o 16.00 po czekoladę.
Właśnie dlatego ten adres pasuje do Jerewania.
Hotel ma 127 pokoi na dziesięciu piętrach. Do dyspozycji gości są m.in. restauracja Le Pont, Mövenpick Café, bar, centrum fitness, hammam i sauna. Pokoje zaczynają się od 23 m², Superior mają od 25 m², Deluxe 35 m², a Junior Suite 37 m². Są również większe apartamenty.
Traveler deLuxe




































