Hotele
Linie lotnicze

Artykuły chętnie czytane na stronie

Podróże

Czytaj też

Erywań. Szwajcarska precyzja, ormiański temperament

Do Armenii przyciąga historia, ale w Erwaniu równie łatwo zostać dla współczesności. Różowy tuf, galerie, restauracje, wino i górujący nad miastem Ararat tworzą stolicę, która nieustannie zderza stare z nowym. W samym centrum znalazł się hotel, który tę sprzeczność zamienia w swój największy atut.


W 1950 r. podczas wykopalisk na wzgórzu Arin Berd odnaleziono inskrypcję króla Argisztiego I, potwierdzającą istnienie Erebuni, twierdzy założonej w 782 r. p.n.e. To najstarszy znany zapis związany z historią Erywania. Z tej perspektywy współczesne centrum miasta wygląda niemal młodo. Jego wiek trudno wyczuć to w pierwszym kontakcie. Wieczorami place wypełniają się ludźmi, kawiarnie pracują długo, a restauracje zaczynają żyć wtedy, gdy wiele miast zwalnia.

 fot. Travelerdeluxe


Nie przyjechałam jednak do Armenii po to, żeby oglądać miasto wyłącznie przez muzealne szyby. Szukałam miejsca, w którym można poczuć współczesny Jerewan. Dlatego wybrałam Mövenpick Yerevan.

Hotel w samym środku miasta


Adres Mher Mkrtchyan 15 okazał się jednym z największych atutów pobytu. Hotel stoi w centrum, blisko Placu Republiki, restauracji, kawiarni i kulturalnych adresów. Można wyjść rano na spacer, wrócić na chwilę do pokoju, a wieczorem znów ruszyć pieszo. Samochód nie jest potrzebny do poznawania centralnego Jerewania.

 fot. Travelerdeluxe



To ważne, bo Jerewan jest miastem, które najlepiej oglądać bez pośpiechu. Różowy tuf zmienia kolor wraz ze światłem. Rano budynki mają odcień miodu, późnym popołudniem robią się niemal morelowe. Materiał, który stał się znakiem rozpoznawczym stolicy, pojawia się także w hotelowej opowieści.

Mövenpick Yerevan ma 127 pokoi na dziesięciu piętrach, restaurację, bar, kawiarnię, centrum fitness, hammam, saunę i przestrzenie konferencyjne. Jest pięciogwiazdkowym hotelem, ale jego największą zaletą nie jest liczba udogodnień. Jest nią sposób, w jaki hotel został wpisany w miasto.

 fot. Travelerdeluxe

 fot. Travelerdeluxe

 fot. Travelerdeluxe

Różowy tuf w środku hotelu


Za wnętrza odpowiada Studio Shoo, pracownia założona w 2017 r. przez architektkę Shushanę Khachatrian. To ważny szczegół, bo projekt nie jest anonimowym wnętrzem międzynarodowej sieci. Za jego językiem stoją projektanci, którzy pracują w Jerewanie i znają miejscową architekturę, materiały oraz rzemiosło. Studio Shoo realizuje projekty hoteli, restauracji i przestrzeni publicznych, współpracując m.in. z Accor i Marriott International. W efekcie Mövenpick nie wygląda jak szwajcarski hotel, który przypadkiem wylądował na Kaukazie. Jest bardziej subtelnie. Szwajcarska jest precyzja. Ormiański jest kolor.

 fot. Travelerdeluxe

 fot. Travelerdeluxe


W projekcie pojawiają się lokalne inspiracje, mocniejsze faktury, ceramika, metal i kamień. To ważne w mieście zbudowanym z tufu, gdzie architektura nigdy nie była tylko kwestią funkcji. Tamanian, autor planu współczesnego Jerewania, świadomie oparł charakter stolicy na lokalnych materiałach. Mövenpick korzysta z tej samej wrażliwości, ale przekłada ją na język współczesnego hotelu.

Pokoje są spokojniejsze niż części wspólne. Standardowe mają od 23 m², Superior od 25 m², Deluxe 35 m², a Junior Suite 37 m². Są też większe apartamenty. Po całym dniu spacerowania ta różnica zaczyna mieć znaczenie: dobrze zaprojektowany pokój nie próbuje już niczego opowiadać. Ma po prostu dać odpocząć.

Le Pont: Francja spotyka Armenię

 fot. Travelerdeluxe

 fot. Travelerdeluxe

 fot. Travelerdeluxe


Najmocniej hotelowa idea wybrzmiewa przy stole. Le Pont, restauracja mieszcząca 62 osoby, łączy klasyczne techniki kuchni francuskiej z nowoczesną kuchnią Armenii. Za kuchnię odpowiada Karen Grigoryan. Sama nazwa, „Most”, dobrze opisuje zamysł: nie chodzi o kopiowanie Francji ani o dekorowanie europejskich dań lokalnymi dodatkami. Chodzi o połączenie dwóch tradycji. To podejście pasuje do Jerewania. Miasto przez stulecia znajdowało się na przecięciu kultur, szlaków handlowych i imperiów. Nawet współczesna kuchnia nie chce tu siedzieć w jednej szufladzie.

A potem przychodzi poranek. Śniadanie w Mövenpick ma być po prostu dobre i obfite, ale szczególnie interesujące jest to, jak klasyczne hotelowe śniadanie spotyka się tu z Armenią. Lawasz, sery, świeże produkty i lokalne smaki funkcjonują obok międzynarodowych klasyków.

I jest jeszcze Chocolate Hour


O 16.00 pachnie czekoladą. W przypadku Mövenpick to nie zwykły poczęstunek. Chocolate Hour jest jednym z charakterystycznych rytuałów marki. W hotelowym lobby pojawiają się czekoladowe słodycze przygotowywane dla gości. To właśnie takie szczegóły sprawiają, że międzynarodowa marka zaczyna mieć lokalną pamięć.

Chocolate Hour fot. Travelerdeluxe


Wraca się ze zwiedzania. Buty są zakurzone, w głowie wciąż został Ararat, Cascade albo Matenadaran. I wtedy zamiast kolejnej formalnej hotelowej usługi pojawia się coś zupełnie niepotrzebnego, a przez to przyjemnego: czekolada.

Mövenpick Café działa jako osobne miejsce spotkań. Można tu zatrzymać się na kawę, kupić słodycze marki i przeczekać najgorętszą część dnia. Hotel przestaje być wtedy tylko bazą noclegową. Staje się adresem, do którego można wrócić również po to, żeby niczego przez chwilę nie zwiedzać.

Miasto zaczyna się za drzwiami


Z Mövenpick łatwo ruszyć w stronę Placu Republiki. To jeden z najbardziej charakterystycznych fragmentów miasta, zaprojektowany w duchu Alexandra Tamaniana. Tufowe fasady mają kolor, który najlepiej oglądać późnym popołudniem, kiedy słońce zaczyna pracować na fakturze kamienia.

Później można dojść w stronę Cascade.572 stopnie. 450 metrów długości. W środku Cafesjian Center for the Arts, na zewnątrz rzeźby m.in. Fernando Botero i innych artystów. Monumentalne schody są jednocześnie punktem widokowym, galerią i jednym z najlepszych miejsc, żeby zobaczyć, jak Jerewan układa się pod nogami. Przy dobrej pogodzie nad miastem pojawia się Ararat.

Kilkaset metrów dalej znajduje się Matenadaran, jedno z najważniejszych miejsc dla historii ormiańskiej kultury piśmienniczej. Zbiory obejmują około 23 tys. rękopisów i setki tysięcy dokumentów. Niektóre średniowieczne tłumaczenia są szczególnie cenne, bo zachowały treść dzieł, których oryginały zaginęły.

To jest właśnie Jerewan, który najbardziej zapada w pamięć. Nie ten z folderu. Ten, w którym po wyjściu z hotelu można w ciągu jednego dnia przejść od luksusowego lobby do średniowiecznego rękopisu, a wieczorem usiąść przy kieliszku ormiańskiego wina.

Z Polski pod Ararat


Polski ślad jest tu starszy, niż mogłoby się wydawać. W XIX wieku po Kaukazie podróżował Józef Chodźko, polski geodeta i kartograf. W 1850 r. zdobył Ararat, zapisując się w historii badań tej góry.

Dziś większość podróżnych ogląda ją z Jerewania. To wystarczy, żeby zrozumieć, dlaczego Ararat jest czymś więcej niż efektownym tłem do zdjęcia. Góra leży obecnie po tureckiej stronie granicy, ale pozostaje jednym z najważniejszych symboli Armenii. Może właśnie dlatego Jerewan tak dobrze działa na wyobraźnię. Jest blisko historii, ale nie żyje wyłącznie przeszłością. A Mövenpick Yerevan dobrze tę zasadę rozumie.

To hotel, w którym można dostać szwajcarską organizację, ale nie trzeba rezygnować z Armenii. Można mieć pięciogwiazdkowy komfort i jednocześnie siedzieć przy stole, na którym lokalne smaki spotykają się z francuską techniką. Można wrócić do pokoju po całym dniu chodzenia po różowym mieście i zejść o 16.00 po czekoladę.

Właśnie dlatego ten adres pasuje do Jerewania.


O HOTELU

Hotel ma 127 pokoi na dziesięciu piętrach. Do dyspozycji gości są m.in. restauracja Le Pont, Mövenpick Café, bar, centrum fitness, hammam i sauna. Pokoje zaczynają się od 23 m², Superior mają od 25 m², Deluxe 35 m², a Junior Suite 37 m². Są również większe apartamenty.

Traveler deLuxe

Za gościnę dziękujemy hotelowi Mövenpick Yerevan

Więcej na instagramie @traveler_deluxe




Słowacja | Muzeum Andy Warhola w Medzilaborcach


To miejsce łatwo przeoczyć w trakcie podróży po południowo-wschodniej Polsce. Może dlatego, że leży na Słowacji? Żadne wytłumaczenie. Muzeum światowej sławy artysty, Andy Warhola, znajduje się tylko 12 kilometrów od przejścia granicznego i 20 km od popularnej polskiej Komańczy. Jak nic, trzeba zrobić szybki wypad do naszych południowych sąsiadów.


Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe

Prace Andy Warhol w Muzeum The Broad w Los Angeles. Fot. Travelerdeluxe

Kim był Andy Warhol. Szybkie przypomnienie. To amerykański artysta, grafik i malarz, twórca nurtu zwanego pop-artem. Do jego najbardziej znanych dzieł należą sitodruki z podobiznami gwiazd takich jak Marilyn Monroe, Brigitte Bardot i Elvis Presley oraz zwykłych rzeczy codziennego użytku jak puszka zupy pomidorowej, coca-cola czy banan wykorzystany na okładce debiutanckiej płyty grupy The Velvet Underground.

Andy Warhol zmienia nazwisko


Dlaczego artysta wziął na cel właśnie takie przedmioty? Nieco wyjaśnia to jego wypowiedź dotycząca jednego z napojów.

- Możesz oglądać telewizję i zobaczyć Coca-Colę i wiesz, że prezydent pije Colę, Liz Taylor pije Colę i pomyśl, że ty też możesz pić Colę - powiedział dziennikarzom.

Warhol znany jest też ze słynnej sentencji dotyczącej chwilowej popularności, która dana będzie każdemu: "W przyszłości każdy będzie sławny przez 15 minut". To ewidentna zapowiedź naszych czasów i zalewu mediów społecznościowych czy programów typu "Big Brother".

Andy Warhol urodził się jako Andrew Warhola w 1928 roku w Pittsburgu w Pensylwanii. Nazwisko zmienił, a konkretnie tylko je zmodyfikował, nieco przez przypadek. W latach 50., gdy już zaczynał tworzyć pierwsze szkice, jedna z gazet wykorzystała kilka z nich do ilustracji felietonu, lecz podpisała te rysunki błędnie jako Warhol. Ale Andy'emu się to spodobało i od tej pory zaczął używać właśnie tak zapisywanego nazwiska.

Jego rodzicami byli biedni emigranci łemkowskiego pochodzenia ze wschodniej Europy. Julia i Andrej Warhola pochodzili z małej wsi Mikova na Słowacji. W latach 20. XX wieku wyjechali za chlebem do Stanów Zjednoczonych. Tam też obok Andy'ego urodzili się dwaj jego starsi bracia: Paul i John. Ten drugi odegra dość ważną rolę w powstaniu muzeum brata na Słowacji.

Jak powstawało muzeum?


Za początek idei upamiętnienia słynnego artysty w kraju naszych południowych sąsiadów, można uznać rok 1973, kiedy to Michal Bycko, późniejszy nauczyciel sztuki, poznaje na studiach wyższych historię Andy Warhola. Okazuje się, że ten amerykański geniusz ma słowackie korzenie. W trakcie pracy już jako belfer w Medzilaborcach Bycko ustala, że rodzice artysty mieszkali w oddalonej ledwie o 13 km wsi Mykova. Przez ciąg kontaktów mężczyzna dotarł do samego Johna Warholi, o którym już wspominaliśmy, i potwierdził wszystkie informacje dotyczącego pochodzenia rodziny. Sam Andy zmarł 22 lutego 1987 roku w wieku 58 lat. Ziarno jednak zostało zasiane.

Jeszcze jesienią 1987 roku John Warhola przyjeżdża do Czechosłowacji, by spotkać się z krewnymi. Michal Bycek nie może przepuścić takiej okazji i osobiście spotyka się z Warholą. Panowie rozmawiają o jednym z dzieł Andy'ego, które próbowano odzyskać dla pewnej słowackiej galerii. John jako wiceszef The Andy Warhol Foundation for Visual Arts rzecz jasna zgadza się pomóc. Tak zaczyna kiełkować idea powstania muzeum jego brata, którą John, a potem też drugi z braci, Paul, będą wspierać, również materialnie.

Dokładnie 28 grudnia 1989 roku statut Muzeum Sztuki Nowoczesnej Andy Warhola w Medzilaborcach został przyjęty, a samo otwarcie placówki nastąpiło półtorej roku później, 30 czerwca 1991 roku. Dziś wstępu do budynku strzeże słynna puszka zupy pomidorowej Campbella. W środku natomiast czeka nas prawdziwa pop-artowa uczta. Są tam dzieła artysty ze wszystkich etapów jego twórczości, jak "amerykańska śmierć", "sztuka ze sztuki" oraz portrety słynnych osobistości. Można też obejrzeć stroje Andy'ego oraz filmy z jego udziałem. Z ważnych dokumentów muzeum posiada oryginał aktu zrzeczenia się dziedziczenia majątku swoich rodziców, dokument potwierdzający pochodzenie artysty oraz kopię aktu jego zgonu. Rzecz jasna wszędzie natkniemy się na podobizny nie tylko samego Andy'ego, ale też jego rodziny. Ogółem zwiedzania jest tak dużo, że warto zarezerwować na to nawet 2 godziny.

Warto wiedzieć:
Bilet wstępu do muzeum kosztuje 6 euro, ulgowy 3 euro, bilet rodzinny 12 euro.

Mateusz Szewczyk


Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe


Muzeum Wsi Lubelskiej. Podróż do przeszłości

By dotrzeć do Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie, trzeba wyjechać poza centrum miasta i zarezerwować sobie zdecydowanie więcej czasu niż godzinę. Powodów jest kilka - po pierwsze teren jest rozległy, po drugie to miejsce naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni.


Otoczenie jest szalenie malownicze i urocze. Nie dziwi więc, że młode pary przyjeżdżają tu na sesje ślubne. Można się tu poczuć trochę jak planie filmowym, a trochę jak u babci. W wiejskiej chałupie na Roztoczu zapomnieć o bożym świecie, podobie jak w kameralnej knajpce sprzed stu lat. Jest stara poczta z wielkimi drewnianymi stemplami, szewc, cholewkarz, szynk, fryzjer, małe żydowskie sklepiki, nawet dentysta. 

Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

Muzeum, które często nazywane jest też skansenem, jest jednym z największych tego typu obiektów w Polsce. To muzeum żywe - po podwórkach małych domostw spacerują kury i kaczki. Od lat jedną z tutejszych atrakcji są zwierzęta, poza drobiem swój dom mają tu konie, krowy, owce, kozy i gołębie. Można je nie tylko oglądać, ale – jeśli pozwolą – także pogłaskać. W piecach piecze chleb według przepisów sprzed lat. Rynek muzealnego miasteczka często ubarwią kolorowe kramy pełne rękodzieła, zabawek, słodyczami i produktami regionalnymi. Są pokazy wyrobu tradycyjnych wiązanek, wypieku cebularzy i poszywania dachu słomą. Można też uczestniczyć w sianokosach, albo zorganizować piknik. Dzieci poczują się tu rewelacyjnie.

Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

 Ekspozycja w skansenie podzielona jest na siedem części – w każdej są zabudowania z różnych regionów. Są budynki z okolic Lublina, z Roztocza z m.in. cerkwią greckokatolicką z Tarnoszyna, jest sektor Powiśla, w którym można popływać pychówką, jest także część z zabudowaniami dworskimi. Najbardziej zaskakujące jest miasteczko, w którym zajrzeć można do dentysty, sklepów, pospacerować między zabudowaniami prowincjonalnego miasteczka dawnej Lubelszczyzny. To prawdziwy majstersztyk architektoniczny.

Warto wiedzieć. Jak powstało Muzeum Wsi Lubelskiej

Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie naprawdę wciąga, pozwala wejść do świata, o który w dzieciństwie otarli się już tylko nieliczni. fot. travelerdeluxe

• Muzeum Wsi Lubelskiej założono w 1960 roku, a pod obecną nazwą istnieje od 1970 roku.
• Ekspozycja podzielona jest na kilka sektorów: Wyżyna Lubelska (z wiatrakiem holenderskim, kuźnią, kapliczką, olejarnią, studnią i wiejskimi zagrodami), zespół dworski (ulokowano tu dwory z XVIII i XIX wieku, spichlerze i kopiec widokowy), miasteczko (z zabudowaniami prowincjonalnego miasteczka z ratuszem, młynem, kościołem i domami) i wiele innych.
• Teren można zwiedzać indywidualnie lub z przewodnikiem.
• Na terenie muzeum często odbywają się też jarmarki, festyny, dożynki i wiele innych wydarzeń.
• Bilety: normalny, ulgowy, dzieci do lat 7 gratis.

 

Jak dotrzeć


• Umiejscowiony jest w lubelskiej dzielnicy Sławin, przy trasie wylotowej w kierunku Warszawy. Przy wejściu od ul. Warszawskiej znajduje się parking. Można tu też dotrzeć autobusami komunikacji miejskiej: 18, 20, 30, 37.

 TdL


Przewodnik po Suwalszczyźnie: Od Wigier i Hańczy po rytm bluesowych gitar

Suwalszczyzna ma własny puls. Poranki przychodzą tu bez pośpiechu – z mgłą unoszącą się nad jeziorami, chłodnym zapachem gęstych borów i ptasim ujadaniem, które na kilka godzin staje się jedyną ścieżką dźwiękową regionu. Ta cisza ma swoją wagę i własną historię.


Są jednak dni, gdy dzika natura ustępuje miejsca przesterowanym gitarom i brzmieniom z delty Missisipi. W lipcu Suwałki zamieniają się w stolicę bluesa, a spokojne ulice zyskują surowy, muzyczny rytm. Surowość tutejszego krajobrazu i twardy, emocjonalny blues nie rywalizują ze sobą - tworzą spójny, unikalny miks, dla którego warto tu przyjechać.

Odkryj Suwalszczyznę! Poznaj najpiękniejsze atrakcje: jeziora Wigry i Hańcza, Suwalski Park Krajobrazowy oraz Suwałki Blues Festival. 


Głos ciszy


Słychać go w szumie trzcin nad jeziorem Wigry, przejrzystości wód Hańczy i surowym krajobrazie Suwalszczyzny. Widok ze szczytu Cisowej Góry odsłania panoramę polodowcowych wzgórz Suwalskiego Parku Krajobrazowego - terenu ukształtowanego przez lądolód tysiące lat temu. Tutaj wystarczy zwolnić i złapać oddech, by przekonać się, czym naprawdę jest polski biegun zimna.

Cisza w kronikach

Suwalszczyzna pamięta więcej, niż mogłoby się wydawać. Ślady dawnych dziejów utrwalono tu w kamiennych murach i przydrożnych kapliczkach. To tutaj żył waleczny lud Jaćwingów, a stulecia później kamedułów – mnichów, którzy na wigierskim półwyspie stworzyli swoją samotnię i dali początek dzisiejszym Suwałkom. Pokamedulski klasztor do dziś przyciąga podróżnych; podczas swojej pielgrzymki w 1999 roku odpoczywał tu Jan Paweł II, a udostępnione do zwiedzania Apartamenty Papieskie pozostają jednym z najważniejszych punktów na mapie regionu.
Tutejsza historia nie ogranicza się jednak do muzealnych gablot. Przemawia z drewnianej architektury, zabytkowych świątyń i głazów narzutowych rozsianych wzdłuż szlaków. Przeszłość płynnie przenika się tu z teraźniejszością - spuścizna wieków wciąż stanowi tło dla współczesnego życia, w którym dawna cisza bez trudu ustępuje miejsca brzmieniu bluesowych gitar.

Nadchodzi czas bluesa

Co roku w lipcu Suwałki zmieniają się w otwartą scenę. Podczas Suwałki Blues Festival ulice, skwery i parki wypełniają się dźwiękami gitar, ściągając muzyków i fanów z całego świata. Kameralne miasto nabiera wtedy całkowicie nowego, mocnego tempa.
Gdy gasną reflektory, festiwalowe życie przenosi się dalej. Stałym punktem na mapie artystów i podróżnych stał się Hotel Loft 1898 – urządzony w odrestaurowanych murach dawnych koszar carskich. Sukces tej przestrzeni polega na surowym, historycznym detalu połączonym ze współczesnym designem, co tworzy idealne tło do regeneracji przed kolejnym dniem koncertów.

Dołącz do tej historii


Suwalszczyzna opowiada swoją historię dwugłosem - ciszą dzikiej natury i dynamiką bluesa. To region, który nie wymaga kompromisów: równolegle oferuje odosobnienie i świetną infrastrukturę do aktywnej turystyki. Setki kilometrów tras rowerowych i kultowe szlaki kajakowe, z Czarną Hańczą na czele, pozwalają narzucić własne tempo eksploracji.
Niezależnie od tego, czy szukasz surowych krajobrazów, czy muzycznych emocji, tutejszy rytm wciąga bez reszty. Zostawia jednak niedosyt - dokładnie taki, który każe zaplanować kolejny powrót.

Małgorzata Putka

Hotel w osiemnastowiecznym klasztorze. Wyjątkowe miejsce w Piemoncie

W malowniczym Piemoncie, pośród winnic Langhe (UNESCO), zdebiputował hotel Borgo Monchiero Heritage by Atmosphere. Nagrodzona architektonicznie renowacja osiemnastowiecznego klasztoru i historycznej osady przyniosła spektakularny efekt: powstał obiekt będący zarazem rozproszonym muzeum pełnym dzieł sztuki.


Od dawnych cel mnichów przekształconych w eleganckie apartamenty i baru pod barokowymi freskami, po wybitną kuchnię szefa z gwiazdką Michelin oraz SPA nawiązujące do rytuałów sprzed trzech stuleci - to nowy, obowiązkowy punkt na mapie włoskiego luksusu. 



Nagrodzona prestiżową nagrodą renowacja autorstwa architekta Stefano Tardito zmieniła to miejsce w unikatowe rozproszone muzeum, gdzie historia płynnie przenika się ze sztuką XX wieku.


Kolacja przygotowana przez szefa kuchni z gwiazdką Michelin, drink pod autentycznymi freskami, nocleg w dawnej monastycznej celi i relaks w SPA odwołującym się do 300-letniej tradycji - to nowy azyl dla koneserów włoskiego stylu życia.

Zabytkowy charakter i współczesny design

Borgo Monchiero Heritage by Atmosphere to nowo otwarty, luksusowy hotel w sercu piemonckich winnic Langhe (UNESCO).
Pokoje w dawnych celach mnichów, bar pod historycznymi freskami, tradycyjne SPA oraz restauracja prowadzona przez szefa z gwiazdką Michelin definiują nową jakość wypoczynku we Włoszech.


Rēgula | 100 Italian Projects Award to jedno z najważniejszych włoskich wyróżnień architektonicznych. Jury doceniło przekształcenie zabytkowego kompleksu klasztornego w elegancki hotel i utrzymanie jego tożsamości. Kluczowym elementem projektu jest połączenie historycznego charakteru miejsca z nowoczesnymi technologiami i współczesnym wzornictwem. Renowacja odbywała się pod ścisłym nadzorem konserwatora zabytków, zachowano oryginalne sklepienia, freski, kamienne mury oraz elementy sakralne.

„Borgo Monchiero to spełnienie wspólnego marzenia – przywrócenie do życia opuszczonego klasztoru i osady, które pamiętamy z dzieciństwa. Chcemy podzielić się pięknem, historią i atmosferą tego miejsca z gośćmi.” – mówią właściciele hotelu Franco Giampetruzzi i Gian Maria Debenedetti.


Rozproszone muzeum


W XX wieku tworzyli tu włoscy artyści (m.in. Eso Peluzzi, Claudio Bonichi, Piero Simondo, Gigi Chessa i Nino Aimone). Hotel nawiązuje do tej tradycji – w obiekcie możemy oglądać obrazy i dzieła sztuki. Zdesakralizowaną kaplicę przekształcono w przestrzeń muzealną, można zwiedzać również pracownię i rezydencję malarza Esa Peluzziego. Zaś Santuario della Madonna del Rosario z 1752 roku to kameralna przestrzeń dla ceremonii religijnych.

Pokoje w celach mnichów i bar pod freskami


Od dawnych cel mnichów przekształconych w eleganckie apartamenty i baru pod barokowymi freskami, po wybitną kuchnię szefa z gwiazdką Michelin oraz SPA nawiązujące do rytuałów sprzed trzech stuleci – to nowy, obowiązkowy punkt na mapie włoskiego luksusu.


W części klasztornej pokoje mieszczą się w dawnych celach zakonnych, a ich surową estetykę wzbogacono o współczesny komfort. Sąsiednia willa ma bardziej rezydencjalny i arystokratyczny charakter.

Za ofertę kulinarną hotelu odpowiada Giorgio Servetto, którego kuchnia łączy współczesne rozwiązania z tradycyjnymi smakami Piemontu. Kucharz ten zdobył zarówno Czerwoną, jak i Zieloną Gwiazdę Michelin.

Sercem życia towarzyskiego hotelu jest bar pod oryginalnymi sklepieniami ozdobionymi freskami. Strefa relaksu znajduje się w podziemiach, gdzie pod ceglanymi sklepieniami można skorzystać między innymi z sauny, prysznica sensorycznego oraz basenu z widokiem na okoliczne wzgórza.

Na gości czekają również wycieczki poświęcone sztuce i kulturze, spacery przyrodnicze, przejażdżki zabytkowymi samochodami i skuterami Vespa, poszukiwania trufli oraz wycieczki nad wybrzeże Ligurii i w góry Piemontu.

Malediwski luksus w Europie


Za inwestycją stoją włoscy właściciele i grupa Atmosphere Core, znana z luksusowych resortów na Malediwach. Jest to pierwsza europejska realizacja marki. „Projekt Borgo Monchiero doskonale odzwierciedla naszą filozofię gościnności oraz misję marki Heritage by Atmosphere – tchnąć nowe życie w wyjątkowe miejsca i przekształcać je w wyrafinowane doświadczenia.” – mówi Salil Panigrahi, założyciel i dyrektor generalny Atmosphere Core.

Więcej informacji: https://borgomonchiero-atmosphere.com/en

O Atmosphere Core


Marka hotelarska w Azji Południowej. W jej portfolio jest dziewięć kurortów na Malediwach i jeden hotel zabytkowy w Indiach. Jej podstawowa filozofia Joy of Giving zapewnia wyrafinowany wypoczynek w otoczeniu przyrody, doświadczenia inspirowane lokalną kulturą i aktywności budujące wewnętrzny spokój. 

W przygotowaniu: hotele i kurorty w Bhubaneswar, Chandragiri, Coorg, Goa, Guwahati, Jaipur, Jaisalmer, Kannur, Kalkuta, Kufri, Kurseong, Mirik i Shirdi w Indiach; południowy atol Malé na Malediwach; Banepa w Nepalu; oraz Tangalle na Sri Lance.


TdL

Informacja prasowa


Kolacja, ślub czy reperowanie zdrowia? Niezwykłe oblicza kopalni Wieliczka

Kopalnia. To słowo kojarzy się zwykle z labiryntem wąskich korytarzy i ciemnymi podziemnymi salami. Kto jednak czytał Tolkiena i ma przed oczami “dumę krasnoludów” - Morię, ten wie, że niektóre kopalnie, to prawdziwe podziemne pałace - zachwycające bogactwem i majestatyczną urodą. I nie trzeba wcale szukać ich w Śródziemiu. Wystarczy zjechać do Wieliczki.


Nie znajdziemy w niej wprawdzie szlachetnych kamieni, jest za to sól - białe złoto średniowiecznej Europy, z której powstało imponujące dzieło sztuki, wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.


Solna ekspozycja rzeźbiarska zlokalizowana w zabytkowej komorze Janowice na Trasie Turystycznej w Kopalni Soli „Wieliczka”. Scena ilustruje słynną legendę o pierścieniu świętej Kingi, która według podań przyniosła sól do Polski


Solny pałac


Historia Kopalni Soli “Wieliczka” ma blisko 800 lat. Zgodnie z legendą jej powstanie związane jest z postacią św. Kingi, której zaręczynowy pierścień został znaleziony w pierwszej wydobytej tu bryłce soli. Dziś w kopalni nie wydobywa się już białego złota. Stworzony przez pokolenia górników podziemny pałac został jednak zachowany i udostępniony zwiedzającym, budząc zachwyt gości z całego świata. Większość z nich zwiedza kopalnię wędrując trasą turystyczną, na której znajdują się najpiękniejsze solne korytarze i komnaty. Ciekawi ukrytego głębiej i pozornie mniej widowiskowego obrazu kopalni, wkładają kaski i kombinezony i odkrywają tajemnice podziemnego świata wędrując trasą górniczą. 

Kolacja głęboko pod ziemią w Kopalni Soli „Wieliczka” to unikalne doświadczenie kulinarne, które można zrealizować zależnie od tego, czy planujesz wizytę indywidualną, wyjątkowy wieczór z noclegiem, czy imprezę zamkniętą


Udostępnianie kopalni nie jest pomysłem nowym. Już w XV wieku odwiedził ją Kopernik. Byli tu także m.in. Johann Wolfgang von Goethe, car Aleksander I, cesarz Franciszek Józef czy św. Jan Paweł II, którego pomnik znajduje się w najpiękniejszej z wielickich sal - kaplicy św. Kingi. Kaplica to prawdziwe dzieło sztuki sakralnej tworzone przez dziesięciolecia przez kolejne pokolenia górników. Od podłogi po sufit, przez ołtarz, rzeźby świętych, konfesjonał, zdobienia ścian i imponujące żyrandole - wszystko tu zrobione jest z soli. Kaplica św. Kingi nie tylko zachwyca - ona wprost onieśmiela swym pięknem. Lista miejsc w kopalni, które zapierają dech w piersi jest oczywiście znacznie dłuższa. Komora Warszawa - największa z ponad 2000 wielickich komór - imponuje rozmiarem. Podobnie Komora Staszica, tak wysoka, że można w niej było odbyć lot balonem, wpisany na listę rekordów Guinnessa. 


Kaplica św. Kingi w Kopalni Soli „Wieliczka”, położonej 101 metrów pod ziemią. Jest to największa podziemna świątynia solna na świecie


Kultura w kopalni 



Tak wyjątkowe przestrzenie zostały nie tylko docenione przez miliony odwiedzających je każdego turystów, ale stały się też scenerią dla wielu magicznych i spektakularnych wydarzeń. Wystawy, koncerty, pokazy mody, projekcje filmowe – pod ziemią życie kulturalne kwitnie. Kwitnie też życie towarzyskie. Nie wszyscy wiedzą, że niektóre komory można wynająć i zorganizować w nich własne imprezy. Coraz więcej osób decyduje się wziąć pod ziemią ślub. Sakramentalne tak można powiedzieć nie tylko w Kaplicy św. Kingi, ale też w uroczej i bardzo kameralnej Kaplicy św. Jana.

Popularne jest też organizowanie pod ziemią przyjęć okolicznościowych, eventów, a nawet szkoleń pracowniczych. Wybór sal jest bardzo duży - od niewielkich komór dla kilkudziesięciu osób, przez przepiękną komorę Michałowice, z imponującymi schodami, po mieszczącą nawet 800 osób komorę Warszawa, w której odbywają się iście królewskie przyjęcia, pokazy mody czy festiwale muzyczne.

Kopalnię soli Wieliczka można zwiedzać, można w niej wziąć ślub, przeżywać kulturalne uniesienia czy odszukiwać plany ze znanych filmowych produkcji jak “Seksmisja” czy “Młyn i krzyż”. Można w niej także zjeść elegancją kolację przygotowaną przez wybitnych szefów kuchni zatrudnianych przez kopalnię, przepłynąć się po słonym jeziorze i wysłuchać koncertu w ciemności... Ale można tu także zadbać o swoje zdrowie i spędzić noc w wyjątkowych warunkach. 135 metrów pod ziemią znajduje się bowiem Uzdrowisko Kopalni Soli “Wieliczka”, specjalizujące się w leczeniu dolegliwości układu oddechowego oraz schorzeń alergicznych.


Podziemne uzdrowisko


Dobroczynne działanie mikroklimatu podziemnych komór solnych wykorzystywano już w pierwszej połowie XIX wieku. Początkowo działał tu założony przez dr Feliksa Boczkowskiego zakład kąpielowy, który z czasem zmienił się w sanatorium. Kluczową rolę ogrywa wyjątkowo korzystny bioklimat kopalni - niezwykła czystość powietrza, brak alergenów oraz wysoki poziom jonów chloru i sodu, a także wapnia i magnezu. Podstawą leczenia schorzeń układu oddechowego jest połączenie rehabilitacji oddechowej z subterraneoterapią (leczniczym wykorzystaniem środowiska podziemi), którą zapoczątkował dr Mieczysław Skulimowski. Za jego sprawą w 1958 roku w Wieliczce powstało pierwsze w Polsce i drugie na świecie podziemne sanatorium. 


Podziemne Uzdrowisko Kopalni Soli „Wieliczka” to jedyny w swoim rodzaju ośrodek rehabilitacyjno-leczniczy zlokalizowany głęboko pod ziemią. Pacjenci oraz kuracjusze zjeżdżają na głębokość 135 metrów, gdzie w komorach solnych (takich jak komory Jezioro Wessel, Smok czy Stajnia Gór Wschodnich) korzystają z unikalnego mikroklimatu


Obecnie w niewielkim uzdrowisku można poddać się zarówno procedurom leczniczym, jak i rekreacyjnym. W komorze Smok odbywają się zajęcia ruchowe. W Stajni Gór Wschodnich kuracjusze mogą się zrelaksować podczas inhalacji przy tężni solankowej. W drugiej części tej komory zorganizowano bazę noclegową na 28 osób. Nocleg w kopalni to nie tylko atrakcja, ale też forma terapii. Sercem uzdrowiska jest jednak przepiękna komora Jezioro Wessel, z subtelnie podświetlonym solankowym jeziorem, wokół którego ustawiono stanowiska do ćwiczeń i relaksu. To miejsce, które nie tylko leczy ciało, ale także koi zmysły. Kopalnię Soli “Wieliczka” można eksplorować na wiele sposobów. Każdy z nich dostarcza innych wrażeń, ale wszystkie są wyjątkowe.

Tomasz Petrykowski


Hercegkút: Odkryj magiczną krainę hobbitów w sercu Tokaju

Węgry – kraj tysiąca twarzy. Zwykle kojarzymy je z Budapesztem, kąpieliskami termalnymi i czerwonym od papryki gulaszem. Jednak dla prawdziwych koneserów, to właśnie węgierskie winnice skrywają prawdziwe skarby. Tym razem wybraliśmy się na niezwykłą podróż do regionu Tokaj, gdzie wino jest nie tylko napojem, ale prawdziwym dziełem sztuki. Zabieramy Was do Hercegkút, gdzie pierwsze skrzypce grają wino, piwnice i bajkowe krajobrazy.

Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe


 
Kolejna przygoda na Węgrzech! Tym razem zamieniamy gwarne ulice Budapesztu na malownicze winnice regionu Tokaj. Naszym celem jest niezwykłe miejsce – Hercegkút, gdzie czekają na nas tajemnicze piwnice i wyjątkowe doznania.

Od tętniącego życiem Budapesztu po malownicze winnice Tokaju – Węgry to kraj o niezwykłej różnorodności. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. fot. Travelerdeluxe

Odkryj domy Hobbitów w Hercegkút, zanim zrobi się o nim głośno!

 
Hercegkút, malownicza wioska położona w sercu słynnego regionu winiarskiego Tokaj w północno-wschodnich Węgrzech, to prawdziwa gratka dla miłośników wina i spokoju. Ten urokliwy zakątek, otoczony wzgórzami pokrytymi winnicami, zachwyca swoim bajkowym klimatem i bogatą historią.
 
Hercegkút, jako część regionu Tokaj, oferuje nie tylko możliwość degustacji wyśmienitych win, ale także niezwykłe doświadczenia sensoryczne. Spacerując po malowniczych winnicach, można podziwiać przepiękne widoki i zatopić się w wyjątkowej atmosferze tego miejsca. Liczne piwnice winne, często wykute w tufie wulkanicznym, zapraszają do degustacji i odkrywania tajemnic produkcji wina.

  • • Czy wiedziałeś, że węgierskie wino Tokaj było ulubionym napojem królów i arystokratów?
  • • Tokaj to nie tylko wino, to prawdziwa filozofia życia.
  • • Wyobraź sobie, że stoisz w piwnicy, w której leżakują wina starsze niż Twoi dziadkowie.
  •  
    Hercegkút, malownicza wioska w sercu regionu Tokaj, skrywa niezwykłą tajemnicę. Pośród wzgórz pokrytych winnicami znajdują się unikalne piwnice winne, które ze względu na swój kształt i położenie nazywane są Węgierskimi Domami Hobbitów.
    Te niezwykłe budowle, zbudowane w czterech charakterystycznych zestawach, są rozpoznawalne już z daleka dzięki swoim trójkątnym wejściom. Schodząc pod powierzchnię ziemi na głębokość od 10 do nawet 40 metrów, odkrywamy dwupiętrowe labirynty piwnic, gdzie dojrzewają jedne z najlepszych win na świecie.
    Dlaczego właśnie taki kształt? Trójkątny kształt wejścia do piwnicy nie jest przypadkowy. Jego konstrukcja sprzyja utrzymaniu stałej, niskiej temperatury i wilgotności – idealnych warunków do leżakowania wina. Ponadto taki kształt zapewniał ochronę przed wahaniami temperatury i wilgotności, co było szczególnie ważne w przeszłości.
    Co kryją w sobie Węgierskie Domy Hobbitów? W tych podziemnych korytarzach dojrzewają przede wszystkim słynne wina Tokaju, w tym Tokaji Aszú. Szlachetna pleśń botrytis cinerea, która nadaje winom niezwykły smak i aromat, doskonale rozwija się w specyficznych warunkach panujących w tych piwnicach. 

    5 powodów, dla których musisz odwiedzić Hercegkút

     
    Hercegkút to nie tylko miejsce dla miłośników wina, ale także dla wszystkich, którzy cenią sobie piękno przyrody, bogatą historię i wyjątkowe doznania sensoryczne. Hercegkút to miejsce, które trzeba zobaczyć na własne oczy, ponieważ:

    • Niepowtarzalna atmosfera: Spacerując po podziemnych labiryntach piwnic, poczujesz się jak w bajce.
    • Degustacja wyjątkowych win: Spróbujesz win, których smak zapamiętasz na długo.
    • Kontakt z historią: Dowiesz się więcej o tradycjach winiarstwa w regionie Tokaj.
    • Piękne krajobrazy: Poza piwnicami, Hercegkút oferuje malownicze widoki na winnice i okoliczne wzgórza.
    • Lista UNECO: Unikalny krajobraz kulturowy, wpisany na Listę UNESCO w 2002 roku, świadczy o długiej historii uprawy winorośli w regionie.
     
    Węgry to prawdziwa perełka Europy. Każdy zakątek tego kraju kryje w sobie unikalne historie i niespodzianki. Hercegkút jest tego doskonałym przykładem. 

    Wina i winnice w Tokaju. Jak je zwiedzać?

     
    Region Tokaj słynie przede wszystkim z produkcji niezwykle słodkich win, takich jak słynny Tokaji Aszú. Te wyjątkowe wina powstają dzięki szlachetnej pleśni botrytis cinerea, która koncentruje cukry w winogronach, nadając im niezwykłą słodycz i aromat. Tokaji Aszú to prawdziwy skarb węgierskiego winiarstwa, doceniany przez koneserów na całym świecie.

    Magdalena Lalik

    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe

    Sky Bridge w Czechach. Jak wygląda najdłuższy most wiszący na świecie

    Mosty wiszące często kojarzą się nam z filmowymi obrazkami kręconymi w niedostępnych gęstwinach Azji Południowo-Wschodniej czy Ameryki Południowej. Tymczasem dwa największe na świecie znajdują się w Europie: jeden w Portugalii, drugi w Czechach (Sky Bridge) i to tuż przy granicy z Polską. Lepszego pretekstu do odwiedzenia takiego miejsca już nie znajdziecie.


    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe

    Sky Bridge 721 robi wrażenie nawet wtedy, gdy pogoda wam nie dopisze i cała okolica pokryje się mgłą. fot. Traveler Deluxe


    Sky Bridge 721 otwarto w maju 2023 roku. Budowany był aż dwa lata, ale warto było czekać. To niezwykle imponująca konstrukcja, z której widoki zapierają dech w piersiach. Oczywiście o ile odważycie się na niego wejść. Jak sama nazwa wskazuje, ma 721 metrów długości i rozpostarty jest na wysokości 95 metrów między Jesionikami i Górami Orlickimi, dokładnie pomiędzy szczytami o niepozornie brzmiących nazwach Chlum (1118 m n.p.m.) i Slamnik (1232 m n.p.m.). To wielka atrakcja nie tylko regionu Dolni Morava, lecz i całych Czech.

    Na pierwszy rzut oka i ucha przekonujemy się, jak wielu spotkamy tu naszych naszych rodaków. Nic dziwnego, atrakcja ta leży 14 kilometrów od granicy z Polską (wjeżdżając od strony przejścia granicznego w Boboszowie w Kotlinie Kłodzkiej). Na miejscu szybko okazuje się też, że sam Sky Bridge 721 jest tylko wabikiem do mnóstwa innych atrakcji. Przede wszystkim mamy tu kolejną, imponującą konstrukcję, 55-metrową Ścieżkę w Obłokach, z której podziewać można wiszący most w całej swej okazałości. Są tam też park edukacji i rozrywki dla dzieci, kolejka górska, która wije się przez kilka kilometrów i daje wielką frajdę przy zjeździe z góry oraz trasy kolarskie i narciarskie.

    Warto wiedzieć

    • Przed wyjazdem pod Sky Bridge warto zapoznać się z ostrzeżeniami, że to atrakcja dla osób, które nie mają lęku wysokości powodujących zawroty głowy. 
    • Nie można tam również wybrać się ze zwierzętami domowymi oraz z wózkami inwalidzki czy dziecięcymi. 
    • Standardowa wyprawa trwa około 1,5 godziny. 
    • Koszt w pakiecie z wjazdem i zjazdem kolejką + ceną wejścia na most i inne pobliskie atrakcje to ponad 200 zł dla osoby dorosłej.

    Mateusz Szewczyk


    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe

    Marsylia - między legendą a codziennością

    Jest starsza niż Paryż i wcale się tym nie przejmuje. Spacerując po ciasnych uliczkach i nad brzegiem portu w Marsylii, czuję, że każde skrzyżowanie zmienia zapachy, kolory i rytm rozmów. Przewodnik po jednym z ciekawszych miast Francji.


    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe

    Wzgórza Marsylii travelerdeluxe

    Miasto wielu światów

    Marsylia nigdy nie miała jednego centrum. Każda dzielnica to osobny mikroświat. Le Panier kusi wąskimi uliczkami, kolorowymi kamienicami i galeriami pełnymi lokalnej sztuki. Cours Julien pulsuje alternatywnym duchem młodych ludzi, murales wprowadzają w klimat nieformalnej kultury miasta. Na horyzoncie widać Château d’If, wyspę-fortecę z „Hrabiego Monte Christo”, gdzie literatura i historia splatają się z rzeczywistością.

    Ulice żyją na zewnątrz, chodniki stają się salonem, a rozmowy, śmiech i gesty mieszkańców tworzą tło codzienności. Marsylia nie stara się zachwycać elegancją: krzywe kamienice stoją mimo niestabilnego podłoża, a próby ich prostowania kończą się katastrofami. Wspinaczka stromymi schodami, które czasem prowadzą donikąd, odsłania widoki i rytm miasta, a brak jednej osi centralnej sprawia, że Marsylia zawsze pozostaje odkryciem.

    Port – serce miasta

    Vieux-Port to najstarszy działający port Europy, serce miasta i centrum emocji. Dawniej port pełnił funkcję pierwszego „internetu”, wiadomości rozchodziły się szybciej niż do ratusza, a plotki kształtowały opinię publiczną. Dziś nadal pulsuje życiem: ryby, łodzie, marynarze i mieszkańcy tworzą unikalną atmosferę, której nie da się zasymulować.

    Marsylia Port fot. Travelerdeluxe

    Fort Saint-Jean i Fort Saint-Nicolas strzegły wejścia do portu przez wieki. Dziś można spacerować po murach, podziwiając widok na MuCEM, nowoczesne muzeum, w którym tradycja łączy się z architekturą XXI wieku. Pod wodą leżą zatopione fundamenty i wraki sprzed setek lat, a stare liny marynarze traktowali jak amulety, przechowując je w domach „na szczęście”.

    Legendy portu są żywe: mgła przynosi szum wioseł duchów rybaków, a co kilkanaście lat ktoś dostrzega światła znikającego statku. Notre-Dame de la Garde, złota figura Maryi na wzgórzu, strzeże portu i według starszych marynarzy potrafi odwracać burze. Pod Vieux-Portem mają istnieć tajemne tunele łączące magazyny, kościoły i prywatne domy, pozostałość po czasach przemytu i pierwszych gangów portowych.

    Marsylia w historii Francji

    Założona około 600 roku p.n.e. przez Greków z Fokai, Massalia była miastem-państwem, w którym od początku spotykały się różne kultury i wpływy. Portowa działalność handlowa wprowadzała na teren dzisiejszej Francji wino, oliwę, alfabet i monetę. Gdy Marsylia pływała po Morzu Śródziemnym, Paryż wciąż był osadą plemienną.

    Oficjalnie francuska od 1481 roku, Marsylia zachowała mentalną niezależność: była zbyt głośna, zbyt niezależna, zbyt trudna do kontrolowania. Mieszkańcy rzadko mówią „jestem Francuzem”; częściej powtarzają: „jestem z Marsylii”. Od wieków przyciąga uchodźców, marynarzy i handlarzy, tworząc najbardziej wielokulturowe miasto Francji.

    Marsylia i jej mieszkańcy

    Tu mówi się z akcentem, który brzmi jak śpiewanie, a slang bywa niezrozumiały nawet dla Francuzów. Marsylia wybiera swoich mieszkańców: ci, którzy jej nie pasują, znikają w ciągu roku, bez powodu i ostrzeżenia. Futbol jest tu religią - Olympique de Marseille, założony w 1899 roku, w dni meczowe zmienia rytm miasta: bary wypełniają się ludźmi, ulice stają się głośniejsze, rozmowy bardziej ekspresyjne. Kolory klubu - błękit i biały - odbijają niebo i morze.

    Muzeum mydła marsylskiego fot. travelerdeluxe

    Kawa jest tu tańsza niż woda, a bary przewyższają liczbę piekarni. Marsylia żyje na zewnątrz: targi, place i nabrzeża pulsują codziennością, zapachem świeżych ryb, ziół i oliwy.

    Zabytki i spacery

    Bazylika Notre-Dame de la Garde strzeże portu i miasta z wzgórza. La Corniche oferuje widok na zatokę, wille i latarnie morskie. Fontaine de la Rotonde symbolizuje XIX-wieczny przepych, a Fort Saint-Jean i Fort Saint-Nicolas pozwalają poczuć historię i oglądać port z perspektywy wieków. MuCEM łączy tradycję z nowoczesnością, tworząc unikalną przestrzeń dla cywilizacji Morza Śródziemnego.

    Marsylia Bazylika Notre-Dame de la Garde fot. travelerdeluxe

    Marsylia Cours Julien fot. travelerdeluxe

    Schody, wzgórza i labirynty ulic zmuszają do ruchu, ale nagradzają widokami i odkrywaniem kolejnych historii. Każda dzielnica - od Le Panier po Cours Julien - ma własny rytm, a spacer po niej to podróż przez wieki, kultury i emocje mieszkańców.

    Kuchnia Marsylii

    Marsylia to kulinarna stolica południowej Francji. Króluje Bouillabaisse, pierwotnie danie biedaków z ryb niesprzedanych na targu, dziś rytuał: ryby osobno, wywar z grzankami i sosem rouille. Każda restauracja ma własną recepturę, ale zasada pozostaje niezmienna: świeże ryby i lokalne przyprawy.

    Na ulicy spróbowałam Panisse - smażone placki z ciecierzycy - i Tapenade z oliwek, anchois i kaparów. Portowa kuchnia oferuje Sardinade, grillowane sardynki, a także krewetki, kalmary i małże. Mięsożercy znajdą Pieds et paquets, jagnięce nóżki i flaki duszone w ziołach. Na deser - Navettes, ciasteczka w kształcie łodzi, tradycyjnie pieczone na święto Ofiarowania.

    Marsylia smakuje jeszcze przed pierwszym kęsem: w powietrzu unosi się aromat czosnku, oliwy i morza, a targi pulsują kolorem, życiem i historią.

    Magdalena Lalik

    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe

    Mercure Katowice Centrum. Idealny przykład zrównoważonego hotelarstwa

    Coraz większa świadomość ekologiczna u wielu osób przekłada się w podróży na wybór zrównoważonego hotelu. Takiego, który wykorzystuje potencjał otoczenia, przyczynia się do rozwoju lokalnej gospodarki i dba o ochronę środowiska. Również takiego, który zachęca do poszukiwania zrównoważonych rozwiązań i kierowania się na co dzień ekologią. Mercure Katowice Centrum w pełni wpisuje się w koncepcję zrównoważonego hotelarstwa.


    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe

     
    Koncepcja zielonego hotelarstwa w Katowicach jest podwójnie istotna, bowiem samo miasto zamienia się w strefę wypełnianą naturą. Już dziś jest jednym z najbardziej zielonych miast w Polsce. Ponad 42 proc. powierzchni zajmują tu lasy, również pozostałości prastarej Puszczy Śląskiej. Mercure Katowice Centrum świetnie wpisuje się miejską inicjatywę. Co więcej, hotel za wzór stawiać można obiektom w całej w Polsce, tym bardziej, że zrównoważony rozwój w hotelarstwie jest na naszym rynku wciąż rozwijającą się ideą. Tymczasem katowicki hotel wprowadza na rynek wiele innowacyjnych pomysłów, swoim wymagającym gościom zapewniając realizację wyśrubowanych celów w obszarze różnorodności i integracji. Nie bez znaczenia jest fakt, iż funkcjonowanie Mercure Katowice Centrum zgodnie zasadami zrównoważonego rozwoju znacznie wykracza poza obszar samej ekologii. Poza działaniami proekologicznymi, obejmuje również aspekty ekonomiczne, a personel głęboko angażuje się w rozmaite ekologiczne działania, wpisując się w istotną część filozofii tego miejsca.
     
    Czytaj też
     
     

    Niezwykły ekologiczny budynek

     
    Zaprojektowanie prawdziwie ekologicznego budynku jest dla architektów wciąż jednym z większych wyzwań. Wystarczy jednak jeden rzut oka na czterogwiazdkowy Mercure Katowice Centrum, by zauważyć, że jest idealnym przykładem nowoczesnej istoty ekohotelu. Jego powstanie w sercu stolicy Górnego Śląska przy ul. Młyńskiej, wydaje się o tyle łatwiejsze, że hotel na rynku wciąż uznać można za nowy. Otwarto go w 2021 roku.
     

    Bryła hotelu w harmonijny sposób wpasowuje się w otoczenie, zwracając uwagę zieloną ścianą umieszczoną na frontowej części budynku, którą dostrzec można z wielu perspektyw. Wysoka na 18 i szeroka na ponad 10 metrów jest największą zieloną ścianą w Katowicach. Co ciekawe, z drugiej strony budynku umieszczono jeszcze jedną, a obie utkano z 7 tysięcy roślin kilkunastu gatunków.
    Ściana wypełniona roślinami jest jednym z dowodów na to, że świadomość ekologiczna i koncepcja zrównoważonego hotelarstwa są głęboko zakorzenione w strukturze obiektu. Powstała dzięki zamontowaniu paneli tekstylnych wyprodukowanych z materiałów poddanych recyklingowi. Każdy panel posiada "kieszenie" kształtem przypominające doniczki, w których posadzono rośliny. Funkcjonują dzięki zastosowaniu inteligentnej technologii. Podlewane są dzięki specjalnemu systemowi nawadniania zasilanemu deszczówką, dla której zbiornik na wodę umieszczono w piwnicy.
    Zielona ściana jest pierwszym dowodem na to, iż szanuje się tu środowisko oraz lokalną faunę i florę, choć na dobrą sprawę wiele rozwiązań świadomie wprowadzonych na etapie projektowym ułatwia przyjazne dla środowiska użytkowanie budynku, wpływając korzystnie na dobrobyt okolicy i przynosząc korzyści środowisku, w którym znajduje się hotel.
     


    Mówiąc o ekologii, nie można oczywiście pominąć obecności naturalnej roślinności we wnętrzach hotelu, bowiem ta w Mercure Katowice Centrum jest imponująca. Wypełnia hotelowe lobby, bar i restaurację. Rośliny są nie tylko wyjątkowym elementem aranżacji, ale wprowadzają spokój, ograniczają hałas, oczyszczają powietrze i pozwalają odpocząć oczom.

    Pokoje pełne harmonii

     
    Hotel posiada 268 pokoi rozmieszczonych na 8 piętrach, w tym apartamenty wypełnione spokojnymi, naturalnymi materiałami i fakturami. Neutralne barwy pozostają tłem do pośpiechu, jaki można zobaczyć za oknem. Pokoje są stylowe i wygodne, spójne z pozostałą częścią budynku zaprojektowanego z myślą o zrównoważonym rozwoju. Zastosowano tu naturalne materiały i wyposażenie z recyklingu, drukowane materiały hotelowe zastąpiono cyfrowymi rozwiązaniami (kody QR). Korzystać można z rozgrzewających kaw i herbat, także z zestawu do prasowania będącego na wyposażeniu pokoi.
    Pozostańmy na chwilę przy widoku z okna, bo i on stanowi tu pewną atrakcję. Część okien (bardzo dobrze wyciszonych) serwuje widok na ruchliwy dworzec PKP w Katowicach, najważniejszą stację kolejową Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Życie w tym miejscu niemal nie zamiera - pociągi przyjeżdżają i odjeżdżają. Ten widok z całą pewnością jest spełnieniem marzeń dla osób kochających zabawę kolejką, spełniających się w układaniu torów, skomplikowanych pętli i rozjazdów oraz wprawiania w ruch pociągów.

    Działania na rzecz środowiska

     
    Podążanie za najnowszymi trendami sprawiło, iż w centrum miasta powstał hotel wyróżniający na tle konkurencji, a sam pobyt w w Mercure Katowice Centrum odkrywa nowe perspektywy, jakie niesie ze sobą ekologiczna turystyka. Ot, weźmy za przykład rezygnację z dojazdu do hotelu samochodem, i to z różnych regionów Polski. Pozwala na to bliskie sąsiedztwo dworca PKP i PKS, oraz bezpośrednie połączenie na Lotnisko Katowice. Łatwo dostępne środki transportu publicznego, również infrastruktura rowerowa i możliwość wypożyczenia roweru, pozwalają zwiedzać ekologicznie miasto i jego okolice.
    Świadomy ekologicznie turysta docenia również fakt, iż hotel minimalizuje niepotrzebne opakowania, eliminując jednorazowe tworzywa sztuczne. To istotne, bowiem liczba mini plastikowych butelek marnowanych i używanych na co dzień w hotelach bywa ogromna. Tu jednorazowe opakowania zastąpiono produktami w opakowaniach wielokrotnego użytku. Zmniejszenia ilości plastiku to również rezygnacja w łazienkach z jednorazowych pojemników z kosmetykami na rzecz dozowników wielokrotnego użycia, zarówno pod prysznicem, jak i przy umywalkach. W pokojach dostępne są też inne ekologiczne rozwiązania, wśród nich kosze umożliwiające segregację odpadów.

    Edukacja gości hotelowych jest kolejną nieodłączną częścią walki o ekologię, choćby przez zachęcanie do ponownego używania ręczników, do rezygnacji z codziennego sprzątania pokoi, jeśli nie jest to konieczne, redukcji zużycia wody, czy ograniczenia marnowania żywności.
    W odpowiedzialność środowiskową wpisuje się też funkcjonowanie zielonej ściany na elewacji hotelowego budynku. Ten element obniża ilość energii potrzebnej do wychłodzenia budynku, który latem mniej się nagrzewa i wewnątrz w mniejszym zakresie konieczne jest używanie klimatyzacji.
    Oszczędność energii dla Mercure Katowice Centrum jest kwestią zasadniczą. Na dachu działają panele fotowoltaiczne, które produkujące prąd na potrzeby budynku, a ciepło odzyskuje się m.in. z okapów kuchennych. Wśród innowacyjnych elementów są tu wymienniki ciepła pomiędzy garażem i pomieszczeniami wspólnymi, albo wyłożenie część nawierzchni (wjazdów i parkingów wewnętrznych) tiocementem zawierającym fotokatalizator aktywnie usuwający tlenki azotu z zanieczyszczonego powietrza.
    Zespół hotelu mocno angażuje się w projekty na poziomie lokalnym, co mocno wpisuje się w strategię zrównoważonego rozwoju. Mercure Katowice Centrum zorganizował choćby akcję wielkiego sprzątania terenu osiedla Tysiąclecia. Do akcji dołączyli pracownicy Zakładu Zieleni Miejskiej i Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej.

    Śniadania i Restauracja WineStone

     
    Świadoma konsumpcja staje się dla wielu osób podstawową zasadą życia. Posiłki, ze szczególnym naciskiem na śniadania odzwierciedlają, jak wysokie są ambicje hotelu, jeśli chodzi o jedzenie i napoje serwowane podczas posiłków.
    Wykorzystanie lokalnej i sezonowej żywności daje szansę gościom na wypróbowanie żywności ekologicznej, produkowanej lokalnie, ale przede wszystkim oryginalnych i smacznych produktów regionalnych.


    Jest tu też Restauracja WineStone, dostępna nie tylko dla hotelowych gości. Kulinarny koncept kusi bogatym wyborem win z całego świata i regionu. W ramach kampanii Discover Local, kartę wypełniają tu smaki regionalnej kuchni i tradycji. Warto się skusić na coś prawdziwie śląskiego.

    Nie tylko dla biznesu


    Standardem staje się wybór ekologicznych miejsc nie tylko na nocleg, ale też organizację konferencji. Na miejsca funkcjonujące zgodnie z duchem zrównoważonego rozwoju zwraca uwagę wiele firm kierujących się ochroną środowiska na co dzień. Mercure Katowice Centrum posiada nowoczesne sale konferencyjne. Jest tu też gabinet masażu oraz centrum fitness z siłownią, nie trzeba wiec rezygnować z treningu podczas wizyty w katowickim Mercure.
    Hotel posiada podziemny parking. Mercure Katowice Centrum oferuje też gościom stacje ładowania pojazdów w garażu podziemnym i na placu przed hotelem.
    Osoby podróżujące z czworonogami ucieszy fakt, iż hotel jest przyjazny zwierzętom. Tutaj są one nie tylko w pełni akceptowane, ale przyjmowane z zachwytem.
    Usytuowanie hotelu jest jego kolejnym wielkim atutem. Zaledwie 200 m od hotelu znajduje się przystanek tramwajowy z dojazdem do Centrum Kongresowego (5 min). Także bliskie sąsiedztwo Galerii Katowickiej oraz Rynku, Spodka, NOSPR i Muzeum Śląskiego sprawia, że jest to optymalne miejsce do odkrywania Katowic turystycznie i biznesowo.

    TdL

    Kontakt
    Młyńska 6
    40-098 Katowice
    tel. 32 797 88 00

    fot. Travelerdeluxe

    Obserwuj nas na Instagramie: KLIK -> traveler_deluxe