Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ukraina. Pokaż wszystkie posty

Wizz Air reaguje na sytuację na Ukrainie

Z uwagi na bieżące wydarzenia na Ukrainie i zamknięcie przestrzeni powietrznej, Wizz Air z przykrością informuje swoich klientów, że linia lotnicza musi tymczasowo zawiesić wszystkie operacje lotnicze w kraju. 


Pasażerowie z rezerwacją lotów przylatujących lub odlatujących z Ukrainy mogą znaleźć więcej informacji na stronie internetowej wizzair.com lub za pośrednictwem infolinii: 00380 893 202 532. "Bezpieczeństwo naszych pasażerów i załogi pozostaje naszym priorytetem i mamy nadzieję, że sytuacja na Ukrainie wkrótce się poprawi" - przekazuje Wizz Air.

Lwów, Budapeszt, czy zorza polarna. 6 idealnych pomysłów na rozpoczęcie wiosny



Wiosną podróżnicze żagle stawia coraz więcej osób, także ci, którzy w zimę wybierali własne cztery kąty. Propozycji na rozpoczęcie dobre wiosny jest cała masa, dla każdego rodzaju turysty. Można wytańczyć się w Budapeszcie, zanurzyć się w wielowarstwowym Lwowie, zobaczyć zorzę polarną w Irlandii – takie podróżnicze przeżycia umożliwiają w kwietniu niższe ceny biletów lotniczych. Dni stają się dłuższe, jaśniejsze i coraz trudniej znaleźć wymówkę, by siedzieć w domu. Gdy od wyjazdu powstrzymuje argument finansowy – nic prostszego do obalenia! Oto miejsca na krótkie i dłuższe wypady w granicach 300 złotych.


1. Zorza polarna w Irlandii od 150 zł



Zorza polarna staje się prawdziwym trofeum podróżniczym. W Europie można ją zobaczyć w kilku miejscach o różnej porze roku. Świetnym kierunkiem dla łowców zórz jest Irlandia, a w szczególności jej północny region. Najbardziej zjawiskowe zdjęcia aurory wykonano tu w okolicach półwyspu Inishowen w hrabstwie Donegal. Najlepszy czas dla łowców aurory to zima i wiosna. Nie dość, że można tam zobaczyć aurorę borealis to lokalny krajobraz jest tam zjawiskowy. Zielone wzgórza, urwiste klify i piaszczyste plaże - jeśli taką Irlandię chcesz właśnie odkryć, w Donegal się na pewno nie rozczarujesz. Po drodze warto spędzić kilka dni w samym Belfaście, a także wybrać się na piękne klifowe wybrzeże i wpisaną na listę dziedzictwa UNESCO, tzw. Groblę Olbrzyma (Giant’s Causeaway).
Jak się tam dostać: Jeśli chcesz polecieć do miasta wysuniętego maksymalnie na północ, a jednocześnie kupić tani lot do Irlandii, wybierz Belfast. Stamtąd z łatwością dostaniesz się do Donegal.

2. Emocjonalny tygiel: Lwów od 150 złotych

zorza polarna, gdzie zobaczyć zorzę polarną, Irlandia, Lwów, Ukraina, , co zobaczyć we Lwowie, Szwajcaria, Bazylea, Węgry, atrakcje turystyczne co zobaczyć, Budapeszt, Europa, Niemcy
Wiosna we Lwowie fot. Travelerdeluxe.pl

 



Jak planować kilkudniową podróż w kwietniu, to zgodnie ze słowami piosenki tylko we Lwowie. Na wycieczkę od piątku do poniedziałku polecisz za około 180 złotych, tygodniowy pobyt to bilet w cenie 100 złotych za osobę. Miasto kusi nie tylko niezwykle niskimi kosztami na miejscu, ale także dobrą kuchnią (barszcz, kawa, piwo, przeróżne dania z mięsem) i oczywiście pięknymi zabytkami (pod tym względem jest bezkonkurencyjne na Ukrainie) – począwszy od ulic Starego Miasta, piękne zabytkowe kamienice, poprzez przejmujący Cmentarz Łyczakowski po ofertę kulturalną, czyli słynną operę na każdą kieszeń. Lwów to miasto kasztanowców – te jedne z najbardziej pozytywnych drzew są tam wszechobecne i dodają miastu niepowtarzalnego uroku. We Lwowie znajdziesz doznania na wielu poziomach, a przede wszystkim przeniesiesz się w czasie i poczujesz jak w latach 90’ – tam czas zdecydowanie stanął w miejscu.

Lwów | Co i gdzie jeść, czyli 10 najlepszych restauracji i kawiarni
Hobbitowe Wzgórza - wyjątkowy nocleg a Kaszubach
Lwów – miejsca, które trzeba zobaczyć 
Wiedeń, jakiego nie znacie. Stylowa secesja


3. Czekolada, kawiarnie i sztuka: Bazylea od 150 złotych


W trakcie trzydniowego pobytu (np. od czwartku do soboty) zdążysz posmakować w Szwajcarii czekolady, odwiedzić kawiarnie, które najbardziej przypadną Ci do gustu (a jest z czego wybierać) lub któreś z kilkudziesięciu muzeów. Warto także wypatrzeć i uwiecznić na zdjęciu trzynastowieczne, staromiejskie kamienice. Przekonasz się też, że Bazylea kocha sztukę w każdym odcieniu – klasycznym, designersko-biżuteryjnym czy artystyczno-ulicznym. Dla chętnych mamy też turystyczną zabawę – policzyć bazyliszki (ten, znany również w Polsce, szczególnie Warszawiakom, stwór stanowi symbol Bazylei) spotkane na turystycznym szlaku.

4. Kwietniowa potańcówka: Budapeszt od 180 złotych


Do stolicy Węgier o tej porze roku zjeżdża się wielu turystów. Nic dziwnego – nie panują bardzo wysokie temperatury jak w środku lata, pogoda sprzyja zwiedzaniu, a przyroda zaczyna rozkwitać. Oprócz obowiązkowych punktów turystycznych, jak zachwycający rozmachem i dbałością o szczegóły Parlament, warto obejrzeć sobie miasto ze wzgórza św. Gellerta (niezapomniane widoki). Koniecznie warto udać się do dzielnicy żydowskiej, w której lokalne knajpki nocą zamieniają się w pełne energetycznej muzyki kluby nocne – Run Bars. A po upojnej nocy odwiedzić lokalne łaźnie np. Łaźnie Gellerta – kompleks 8 basenów wewnętrznych i 2 zewnętrznych z temperaturą wody od 19-38 stopni. Nie odpuszczaj także zakupów – prezent dla bliskich lub dla siebie kupisz na przykład w Centralnej Hali Targowej (Központi Vásárcsarnok), dodatkowo skosztujesz tutaj lokalnych pyszności.
Na trzydniową wycieczkę koszt biletu lotniczego wyniesie Cię ok 180 zł, na weekend polecisz poniżej 300 złotych. Sprawdzaj loty, ceny mogą spaść nawet do ok. 210 zł.

5. Przemysł i magia zakupów: Dortmund od 78 złotych



Dortmund to miasto przemysłowe, podobnie jak cały region Zagłębia Ruhry, ale ma swój klimat. Polscy turyści przeważnie odwiedzają stadion piłkarski tutejszego klubu – Borussii Dortmund, w której kiedyś grał Robert Lewandowski, a kilka sezonów temu w głównym składzie wystawiano aż trzech zawodników znad Wisły. W sercu miasta znajduje się zaś raj dla zakupoholików, czyli ulica Westenhellweg. Warto sprawdzić, czy rzeczywiście kupisz tu wszystko – wizytę na tym deptaku polecamy osobom, które w tłumie czują się jak ryba w wodzie. Natomiast trochę natury odnajdziesz w Westfalenpark, wejście kosztuje od 1,50 Euro (ceny wiosenne mogą ulec zmianie).

6. Impreza przed sezonem: Majorka, od 267 zł


Bez upałów, ale z przyjemnymi temperaturami i ogrzewającymi prawie cały dzień promieniami słońca. Ranki i wieczory mogą być jeszcze chłodne, ale pod koniec kwietna temperatury swobodnie przekraczają 20 stopni Celsjusza. Niewątpliwym plusem podróżowania poza sezonem są niższe ceny i brak tłumów na słynnych plażach największej wyspy Balearów, a jednocześnie nie szkoda ich porzucić na rzecz zwiedzania na przykład stolicy Palma de Mallorca z katedrą La Seu. W zależności od długości wypoczynku ceny biletów lotniczych wahają się od 200 do 400 złotych – trzymaj rękę na pulsie.

Lwów – miejsca, które trzeba zobaczyć

 

"Idę na kawę" w tutejszym slangu oznacza tyle, że wychodzę zabawić się ze znajomymi. Do białego rana. Bo Lwów nie śpi, Lwów się bawi. Tańczy. Na Rynku, świętuje tu wieczory panieńskie i kawalerskie, pije wiśniówkę, randkuje i dobrze je. Dawno nie widziałam tak bardzo tętniącego życiem miasta, jednego z najpiękniejszych w Europie.

 

Nie mogę sobie przypomnieć, ile razy planowałam wycieczkę do Lwowa. Z jakiegoś dziwnego powodu bardzo ciągnęło mnie do tego miasta, jednak dotarcie do niego z Gdańska wydawało mi się dość skomplikowane. Samochodem? Niby można, ale podróż niebezpiecznie się wydłuża. Pociągiem? Też można, jednak nie przepadam za wielogodzinnymi wojażami tym środkiem lokomocji. Cóż, gdybym wcześniej pomyślała o tym, że do Lwowa mogę dotrzeć samolotem, pewnie byłabym tam już wiele lat temu. Z Gdańska to zaledwie pół godziny lotu do Warszawy i kolejne czterdzieści minut do Lwowa. Szybko, łatwo i przyjemnie. Wygodna ze mnie dziewczyna, postawiłam więc na komfort, by tak szybko, jak się da, trafić w miejsce, o którym tak wiele dobrego słyszałam. Do miasta, które swym bogactwem architektury i ludzi zachwyca każdego, kto był tu choć raz.


We Lwowie jak w domu

 

Spacerując nocą po centrum miasta odnoszę wrażenie, że jest tu wszystko i są wszyscy. Najczęściej spotykam turystów z Polski, ale też z Niemiec, Austrii, Białorusi, USA czy Rosji. Wszyscy czują się swobodnie, jakby odcisnęli jakiś ślad w ukraińskiej ziemi. Czasami, żeby ten ślad zobaczyć, trzeba się dobrze nachodzić i przypatrzeć. Odnoszę jednak wrażenie, że Polacy mają z tym najmniej kłopotu, bowiem polskich śladów nikt tu nie zacierał. Widoczne są na każdym kroku, w każdym zaułku. Pomnik Mickiewicza w centrum miasta ma i zawsze miał na cokole polski napis: Wieszczowi – naród. Na ścianach domów bez problemu znaleźć można szyldy reklamowe sprzed II wojny światowej. Nie pokryły ich kurz czy pstrokate graffiti, zadbano za to, by były widoczne i stały się elementem historii tętniącego miasta. Nawet większość ulic jest tu polska: Kościuszki, Słowackiego, Kopernika, Powstańców Listopadowych. Jest też piękny Cmentarz Orląt Lwowskich będący częścią ogromnego, bardzo starego cmentarza Łyczakowskiego. Czuć, że jest się w domu.

 

Rynek we Lwowie fot. travelerdeluxe

Rynek we Lwowie fot. travelerdeluxe

Rynek we Lwowie fot. travelerdeluxe

Rynek we Lwowie fot. travelerdeluxe

Opera we Lwowie fot. travelerdeluxe
 
Miasto Lwa – tak o Lwowie mówią miejscowi - wielu osobom przypomina Kraków. Coś w tym jest. To kopia naszej dawnej stolicy, która zatrzymała się w czasie. Miasto nasiąknięte nostalgią i melancholią. Stare kamieniczki, kocie łby i tramwaje przecinające Rynek dodają tylko uroku temu obrazkowi.

Cmentarz Łyczakowski fot. travelerdeluxe

Cmentarz Orląt Lwowskich fot. travelerdeluxe

Lwowska gościna na całego

 

Statystyki nie kłamią. Te dotyczące zadowolenia z życia mieszkańców ukraińskich miast mówią, że w tej kategorii Lwów od wielu lat jest liderem. To tu żyją najszczęśliwsi ludzie w kraju nad Dnieprem. I co ważne, ci szczęśliwi ludzie autentycznie kochają Polaków. Są życzliwi i uczynni. Często nie mówią w naszym języku, ale rozumieją nas. Z uśmiechem wsłuchują się w wypowiadane przez nas słowa. W sklepie czy restauracji porozumiecie się po angielsku, ale kiedy przejdziecie na polski, od razu zrobi się swojsko. Trochę jak u dawno niewidzianej, lubianej cioci. A jeśli jeszcze nieco się wysilicie i poznacie choćby kilka ukraińskich słów, wtedy drzwi staną przed wami otworem, bowiem każdy cudzoziemiec starający się mówić po ukraińsku (nawet z błędami) jest przyjmowany przez Ukraińców bardzo ciepło. Często może nawet uzyskać zniżkę w sklepie czy restauracji, albo zostać zaproszeni na kufel piwa. Taki jest Lwów – otwarty, przyjazny i gadatliwy.

Restauracja Baczewski z polskimi, przedwojennymi reklamami na ścianach fot.travelerdelux

 

Lwowa się nie zwiedza, Lwów trzeba poczuć, posmakować, dotknąć, zobaczyć historię i zatrzymać cząstkę w sercu. Pamiątek przeszłości jest wiele. Praktycznie każda lwowska rodzina to mieszanka rożnych krwi, kultur i tradycji. Kawał historii utkanej z wielu kultur sprawia, że miasto fascynuje, a każdy zakątek zdaje się skrywać jakąś tajemnicę. Pełno tu zabytków architektury, rozkosznych chramów, starych placów, przytulnych uliczek, muzeów i galerii pełnych dzieł sztuki z różnych epok. Na słowo muszę uwierzyć w opowieść oprowadzający mnie po swoim mieście przyjaciół, że to najbardziej zróżnicowane i najbardziej fascynujące miasto Ukrainy.

Miasto założone na skrzyżowaniu korzystnych szlaków handlowych między Zachodem a Wschodem, wieki temu prawdziwie rozkwitało i rozwijało się. Trzy stulecia temu zasłynęło jako centrum technicznych innowacji. Przecież to tu wynaleziono naftę i lampę naftową. Co więcej, na początku XX stulecia Lwów został stolicą trzeciego w świecie regionu z wydobycia ropy naftowej po USA i Rosji. Imponujące. Niestety, przez środkową i wschodnią Ukrainę przetoczył się walec sowietyzacji, miażdżąc ludzi i zabytki. Dziś, po latach, mówi się tu o wojnie, a raczej mówią o niej ci, którzy do Lwowa obawiają się przyjechać. A przecież z Lwowa do Ługańska jest ponad 1500 kilometrów. To mniej więcej tyle, ile z Gdańska do Wenecji. Ta odległość sprawia, że Lwów jest spokojny, a życie toczy się tu na ulicach, w kawiarniach, restauracjach. Podobnie, jak u nas.
Centrum jest zrozumiałe i jasno określonego. Uliczki wychodzą z Rynku na cztery historyczne dzielnice: ruską, polską, żydowską i ormiańską. W którą stronę pójdziesz, zależy tylko od ciebie. Zakamarki Starówki przemierzać można bez planu, spontanicznie i na miarę sił. Niedaleko stąd do przepięknego neoklasycystycznego gmachu opery, który przywodzi na myśl najświetniejsze włoskie budowle. Wieczorami przed operą jest gwarno. Można odnieść wrażenie, że połowa mieszkańców Lwowa spaceruje obok fontanny, po wysadzanym klonami deptaku, przypominającym trochę miasta południowej Europy.
Równie malowniczo jest na porośniętej trawą i drzewami Zamkowej Górze z ruinami zamku królewskiego wzniesionego przez króla Polski Kazimierza III Wielkiego. Właśnie tu można podziwiać najpiękniejsze zachody słońca. Dookoła Wysokiego Zamku i Kajzerwaldu wciąż zachowały się stare bramy, podwórka i okna. Spacer w tym miejscu to jak przeniesienie się w czasie.


Zatańcz albo zawalcz

Lwów ma nie tylko wizerunek, ale też smak. Zależnie od nastroju może lub tradycyjnie albo wykwintnie. Albo i tak, i tak. Ceny przyjemnie zaskakują, warto więc zaszaleć.

Szukałam atmosfery starego, polskiego Lwowa. Ktoś mi szepnął o "Baczewskim", w którym rzadko bywają wolne stoliki, i że lepiej zarezerwować miejsce zawczasu. Tak zrobiłam. Mają tu własne nalewki, najlepsze we Lwowie. I menu, które nazwać można dziełem sztuki kulinarnej. Dookoła wiele pamiątek po założonej w 1782 r. marce Baczewski. Na ścianach polskie reklamy sprzed lat zachęcają do spróbowania miejscowych rarytasów. W toaletach z głośników płynie przyjemny głos Mieczysława Fogga. Luksus czuć na każdym kroku. Sto lat temu Lwów szczycił się słynnymi wódkami Baczewskiego. Szkoda, że o wyrobach słynnej firmy świat już zapomniał. Na szczęście można je kupić w kameralnym sklepie tuż przy restauracji.
Zajrzałam też do galicyjskiej żydowskiej restauracji "Pod Złotą Różą", tuż obok ruin synagogi. Wnętrze przypomina stare żydowskie mieszkanie - stołach ozdobione są ręcznie robionymi obrusami, menorami ze świecami, a kelnerka myje gościom ręce przed przystąpieniem do jedzenia. W karcie wszystko to, z czego słynie żydowska kuchnia - jest karp, faszerowany szczupak, hummus i pierogi z rybą. Menu nie zaskakuje, w przeciwieństwie do sposobu płacenia. Przed zamówieniem dania trudno poznać jego cenę, a o niski rachunek trzeba zawalczyć. Każdy targuje się, jak umie. Można się wykłócać, albo zatańczyć. Musicie sprawdzić, który sposób w waszym przypadku działa najlepiej.
Na smakoszy dobrego piwa czeka lokal "Prawda" na Rynku, w którym sami ważą złocisty napój. Również przy Rynku jest miniaturowy lokalik, który skojarzył mi się z Lizboną i jej ginginha. Tak jak w stolicy Portugalii, serwuje się tu wiśniówkę na kieliszki wprost na ulicy. I tak jak tam, jest gwarno i wesoło. Przyglądam się temu obrazkowi i czuję, że trafiłam w autentyczne, nieskomercjalizowane jeszcze miejsce. Takie, do którego chce się wracać.

Magda


Lwów | Co i gdzie jeść, czyli 10 najlepszych restauracji i kawiarni

 

Można tu naprawdę dobrze zjeść. Nie brakuje barów i restauracji z ciekawym klimatem. Jedne nawiązują do dawnych lat, kusząc dojrzałych klientów, inne na wskroś nowoczesne, przyciągają młodą klientelę. Zaskoczyło mnie, że restauracyjne i kawiarniane ogródki od rana pełne są ludzi. Chyba nawet więcej ich wieczorami, po zmroku, niż w dzień. Lwów nie śpi, Lwów się bawi. I je! Gdzie najchętniej i co najczęściej?


Restauracja Baczewskich





Mówi się, że Restauracja Baczewskich jest najlepszą we Lwowie. Trudno powiedzieć, czy jest tak w rzeczywistości. Jedno jest jednak pewne - Restauracja Baczewskich to historia sama w sobie. Miejsce modne i popularne, do którego trzeba przyjść.
Ładne, klimatyczne wnętrze zachęca do zostania tu na dłużej. Dookoła wiele pamiątek po założonej w 1782 r. marce Baczewski. Są też smaczki, choćby niesamowicie urządzone… toalety, w których z głośników płynie przyjemny głos Mieczysława Fogga. Luksus czuć na każdym kroku.
Baczewski serwuje dania kuchni polskiej, galicyjskiej i żydowskiej. W karcie dań warto zwrócić uwagę na pierogi galicyjskie, barszcz z uszkami czy wspaniały kotlet po kijowsku.
Na polską kieszeń wciąż jest tu niesamowicie tanio - pierogi galicyjskie zjecie za równowartość 7 zł.
Jeśli nie po drodze wam na obiad, pomyślcie o śniadaniu u Baczewskich. To jedna z atrakcji Lwowa.
Na miejscu jest imponujący wybór nalewek, w końcu to one rozsławiły markę. Obok restauracji znajduje się kameralny sklep, w których można je kupić.


Adres: ul. Szewska 8


Atlas






 
Na kieliszek wódki wpadali tu Tadeusz Boy Żeleński, Bruno Schultz, Jan Kasprowicz czy aktor Stefan Jaracz. W okresie międzywojennym spotykali się tu najsławniejsi polscy poeci, malarze, twórcy i politycy. Biesiadowali długie godziny, często zostawiając po sobie ślad w postaci ciekawego malunku na ścianie. Nazywali to miejsce "arcyknajpą".
Dziś "Atlas" odwołuje się wprost do polskiej przeszłości miasta, przywołuje jego przedwojenny klimat.
Dziś miłym zaskoczeniem jest więc karta napojów alkoholowych, stylizowana na okres 20-lecia międzywojennego, a menu wygląda jak reprint jadłospisu z lat 30. XX w. Bigos - 45 hrywien, żurek - 33. Jest tu wszystko - śniadania, przystawki, sałatki, zupy, dania główne i wyśmienite desery.


Adres: Rynek 45


Dom Legend


Zwariowane miejsce. Z zewnątrz pożera go wielki smok, pod którym kursuje wagonik. O godzinie 21 smok ziele ogniem. "Dom Legend" zaskakuje z zewnątrz i wewnątrz, można się tu poczuć jak w innym świecie. Sala na każdym piętrze przywołuje inną miejską legendę. Łączą je wąskie, drewniane schody. Warto wejść na dach. Nie tylko po zapierające dech w piersiach widoki, ale również, by zobaczyć latającego Trabanta. Będziecie zaskoczeni.
Menu jet bogate, jest z czego wybierać. Dostępne są tu piwa z usytuowanego przy rynku Teatru Piwa Prawda.

Adres: ul. Starowiejska 48



Pod złotą różą

Część kamienicy w dawnej dzielnicy żydowskiej starego miasta, w pobliżu ruin synagogi, zajmuje też (vis a vis Domu Legend ) "Pod złotą różą". Bardzo klimatyczne miejsce urządzone w formie żydowskiego mieszkania. Jest przytulnie i nastrojowo.
Serwuje się tu dania kuchni żydowskiej. Ci, którzy kochają targowanie się, poczują się tu jak ryba w wodzie, bowiem przed zamówieniem dania nie poznamy jego ceny. W menu ich nie ma. O rachunek trzeba więc zawalczyć. Nie trzeba się wykłócać, można zaśpiewać albo zatańczyć.
 
Adres: ul. Starowiejska






Gazowa Lampa

Ignacy Łukasiewicz, farmaceuta i wynalazca lampy naftowej, ma we Lwowie swoje miejsce. Oryginalne, w którym stworzono wyjątkowo ciekawy klimat. Odlot totalny. Drinki, szoty i niektóre inne napoje podawane są tu w probówkach, zlewkach i innych naczyniach, jakby wprost wyjętych z laboratorium chemicznego. Jeśli chcecie spróbować, zamówcie "chemiczny eksperyment". Na większy głód idealne będą żeberka i kurczak z patelni.


Adres: ul. Virmenska 20

 

Lwowska pracownia czekolady


Komu we Lwowie do czekoladowych klimatów wyrywa się serce i żołądek, powinien zawitać do tutejszej pracowni czekolady. To nie tylko kawiarnia, ale też sklep z ręcznie wyrabianą czekoladą, w którym nie można sobie odmówić prawdziwej lwowskiej kawy i równie prawdziwej czekolady, choć na dobrą sprawę słynna lwowska czekolada jest czekoladą belgijską. Podawana jest w niewielkich porcjach, jednak jest bardzo sycąca. Pralinki sprzedawane są tu na sztuki, każdy może samodzielnie skomponować sobie bombonierkę.
Miejsce to staje się ostatnio jedną z największych atrakcji Lwowa. Mało kto wie, że filię tego miejsca otwarto w Krakowie.


Adres: Serbska 3


Teatr Piwa Pravda






 Właściciel tego miejsca przekonywał mnie, że w jego "Teatrze Piwa" receptury przygotowują najlepsi browarnicy świata. I choć nie znam się na piwie, i nie potrafię tego ocenić, w tym miejscu czułam się wyśmienicie. Kiedy gra tu muzyka na żywo i jest głośno, zacisznego miejsca poszukać można na najniższym poziomie lokalu (rezerwacja).
Teatr Piwa bawi się do później nocy, atmosfera sprzyja zabawie.
Na posiłek warto wybrać się tu w grupie, będziemy mogli zamówić wtedy jeden z zestawów oferowanych w menu.
 
Adres: Rynek 32
 

Lviviarnia. Muzeum Browaru

Muzeum piwa nie musi być nudne, szczególnie, kiedy po zwiedzaniu jest szansa na kufel jasnego napoju. Lviviarnia połączona z barem, więc po wycieczce, jeśli nie wystarczyło piwa na degustacji, tu można ją kontynuować przy ogromnym barze skonstruowanym z elementów beczek i zastosować się do przedwojennych haseł reklamowych tego miejsca: "Lwowskie piwo to jest klasa, robi z chłopa super asa" albo "Sto lat żyje, kto lwowskie piwo pije". Samo muzeum jest ciekawym i oryginalnym miejscem opowiadającym o historii browaru we Lwowie. 
 
Adres: Kleparowska 18



 

Dom wiśniówki

W Lizbonie króluje Ginjinha, we Lwowie wiśniówka. "Dom wiśniówki " raczy swych gości domowej roboty wiśniówką zrobioną z z dojrzałych, prawdziwych wiśni. Większość gości kupuje ją na shoty, wypijając przy niewielkich stolikach ustawionych przed lokalem. I w dzień, i w nocy kłębi się tu tłum raczących się nalewką. Jeśli wam przypadnie do gustu, możecie zabrać ze sobą butelkę napoju, bo i w takiej wersji jest sprzedawany. Idealne wspomnienie Lwowa.
 
Adres: Rynek 11


 

Lwowska kopalnia kawy



 "Tu się narodziła lwowska kawa" - ten umieszczony nad drzwiami napis, zachęca do wejścia do środka. W sumie trudno się dziwić, że to największa i jedna z najbardziej znanych lwowskich kawiarni. Tym bardziej, że miejscowi kawę lubią i pijają ją często. Sam Lwów nazywany jest kawową stolicą Ukrainy. Koneserzy do wyboru mają kilka wersji - od tradycyjnych po smakowe.
Kawiarnia, jak nazwa wskazuje, stylizowana jest na kopalnię, a sama kawa "wydobywana" jest w piwnicach. Jest tu też sala z kawowymi pamiątkami i sklep, w którym kupić można najwyższej jakości ziarna. Już jako ciekawostkę dodam, że z balkonu budynku, w którym znajduje się "Kopalnie kawy" Jarosław Stetsko w lipcu 1941 r. ogłosił "Deklarację Niepodległości Ukrainy".
 
Adres: Rynek 10

Fot. Travelerdeluxe

LOT: Charków i Ateny w siatce przewoźnika


Zaledwie dzień po uruchomieniu rejsów do Luksemburga i Lublany LOT otworzył kolejne nowe połączenia – do Charkowa i Aten. Polski przewoźnik jako pierwszy z Unii Europejskiej połączył wschodnią Ukrainę z Europą Zachodnią, Ameryką Północną i Azją. Ateny to z kolei coraz popularniejszych kierunek turystyczny i biznesowy.

LOT: Koszyce, Połąga i Charków. Nowe połączenia w siatce linii

LOT otwiera połączenia z Warszawy do Koszyc, Połągi i Charkowa. Rejsy ruszą już w przyszłym roku, a bilety można kupować od dziś między innymi na stronie lot.com. Polski przewoźnik połączy te miasta ze światem, gwarantując pasażerom najkrótszą i najwygodniejszą podróż w sumie do kilkudziesięciu najważniejszych destynacji w Europie, Ameryce Północnej i Azji.

Najlepsze pomysły na oryginalne Walentynki za granicą

Walentynki zbliżają się milowymi krokami, a wraz z nimi dylemat, który co roku przeżywają zakochani: jakim prezentem zaskoczyć drugą połówkę? Idealnym rozwiązaniem może być spontaniczny wyjazd za granicę.

Polacy coraz chętniej wybierają egzotyczny Tadżykistan i plaże Gruzji

Swojska Ukraina i egzotyczny Tadżykistan, niewielka Estonia i gigantyczna Rosja - byłe republiki radzieckie to ważny kierunek wycieczek objazdowych organizowanych przez polskie biura podróży. Coraz chętniej też Polacy wybierają wypoczynek na plażach Gruzji, czy Krymu.

Niedźwiedzie na Ukrainie będą trzeźwe

Niedźwiedzie trzymane są w klatkach. Najprawdopodobniej w całym kraju jest ich ok. 80. Teraz zwierzęta mają być zabierane z lokali i umieszczane w rezerwatach, w Karpatach.


Fot. Marta Legieć


Czytaj też


Praga – słonie pomagają działkowiczom