Blacknose Sheep,

Szwajcaria. Czekając na Matterhorn

3.6.15 mm 0 Comments

Na tylnym siedzeniu jeepa trzęsie nieziemsko. Pada, a jakby tego było mało, niebo zasuwa coraz ciaśniej mglistą zasłonę. Jedziemy po skalistym terenie poprzetykanym zieloną trawą, nad którym czuwa Matterhorn, najsłynniejsza góra świata. Mamy pecha. Nie widzimy go. Jednak czujemy jego obecność.


Zermatt, niewielkie miasteczko u stóp najsłynniejszej góry świata fot. Travelerdeluxe.pl


 Zermatt nie upomina się o uwagę turystów. Zmusza do chodzenia własnymi drogami. Jak to się dzieje, że turyści trafiają tu wręcz masowo? Być może dlatego, że szwajcarskie miasteczko nie ma w sobie nic z zadęcia, jakie miewają inne kurorty. Być może właśnie to sprawia, że do niewielkiego szwajcarskiego miasta regularnie przyjeżdża brytyjska rodzina królewska, szczególnie książę William i Sarah, księżna Yorku. Na urlop wpada tu Madonna, Nicole Kidman, Billy Idol, Bryan Adams, Robbie Williams, czy Frida z grupy Abba. Phil Collins wiele lat temu przeprowadził się do Szwajcarii. Mieszka w niewielkiej górskiej wsi, około pół godziny jazdy samochodem od Genewy. Regularnie spaceruje po deptaku w Zermatt.


Wyskocz w góry 

Góry bywają kapryśne 
Wystarczy wyściubić nos poza Zermatt, by szybko przekonać się, że to też jeden z najbardziej malowniczych regionów na świecie. Na horyzoncie przez cały rok majaczą ośnieżone szczyty górskie. Często z ciężkimi deszczowymi chmurami bawią się w chowanego. Na szczęście w słoneczne dni wystawiają się do słońca, osłaniając się zielonymi sosnami i kolorowymi kwiatami, kontrastującymi swą barwą z soczystą zielenią.

Paul Julen w swoim królestwie
Jest wiele sposobów na to, by prawdziwie poczuć to miejsce. Ot, choćby dotarcie jeepem do 250-hektarowej farmy, na której swe królestwo stworzył Paul Julen. Autem kieruje Hubert, który przedstawia się jako Chef-Cum-Chauffeur rodziny Julen.
- Nikt jeszcze nie wypadł z wozu - podpytuje siedzącą z tyłu gawiedź, którą na mokrej górskiej nawierzchni rzuca po samochodzie jak młodymi ziemniakami.
Hubert, urodzony Francuz, na co dzień jest szefem kuchni. Postanowił opuścić swój kraj 24 lata temu. Cel -  szef kuchni w najlepszych hotelach w Zermatt.
-  Ale kiedy życie w miasteczku już mi się znudziło, postanowiłem wyjechać w góry - zdradza, zerkając jednym okiem, jak jego jeep negocjuje z drogą możliwość pokonania szlaku.
Nasz przewodnik przywozi nas do górskiej zagrody, w której dość osobliwe stado za chwilę zaprezentuje nam gospodarz tego miejsca, Paul Julen. Jeszcze tylko piętnastominutowy spacer pośród skał oraz górskich potoków i jesteśmy na miejscu. Wreszcie są. Blacknose Sheep, czyli czarnonose owce. Ogromne stado to duma gospodarza i miejscowy symbol, lub jak chcą niektórzy, maskotka regionu Valais

Blacknose Sheep, czyli czarnonose owce pod Matterhornem

- Zwierzęta mogą wędrować po górach swobodnie. Do dyspozycji mają wiele hektarów. Ich praca, czyli skubanie roślinności sprawia, że tu w Alpach jest unikalna i wyjątkowo bogata w zioła. Później ma to ma duży wpływ na jakość i smak ich mięsa, które jest wyjątkowo delikatne - tłumaczy gospodarz. 
Owce z czarnymi nosami i opadającymi na nie białymi lokami bez wątpienia są wyjątkowe. Te najładniejsze biorą udział w konkursie piękności na "Miss Zermatt". Warunek? Nos musi być naprawdę czarny, nigdy ciemnoszary, a czarne pasy na nogach muszą być symetryczne. Każdy konkurs piękności ma swoje wymagania.

Miejscowy smak

Hubert – Francuz, który opuścił swój kraj 24 lata temu, by pracować jako szef kuchni w restauracjach najlepszych hoteli w Zermatt. Teraz prowadzi kuchnię w restauracji Stafelap. Fot. Marta Legieć

Szef kuchni restauracji Stafelalp
Rodzina Julen od pokoleń prowadzi w Zermatt hotele.
- Jesteśmy dumni z tego, co stworzyli nasi przodkowie - mówią zgodnie.
Ich dumą jest też jedna z najbardziej urokliwych i romantycznych restauracji - Restauracja Stafelalp, z niepowtarzalnym widokiem na Matterhorn. W tym ostatnim miejscu,  wysoko ponad Zermatt, znów mam okazję spotkać Huberta, szalonego szofera i tutejszego szefa kuchni w jednym. Dania serwuje ze stworzonego przez siebie "Blacknose menu".  W oryginalnej sezonowej karcie umieścił między innymi sałatkę z plastrami jagnięcych języków i delikatne grillowane kotlety jagnięce.  Gospodarze zadbali też o zestaw doskonałych win.
Zaczynam od przystawki - suszonego owczego mięsa. To specjalność tego miejsca, podobnie jak słodka "Tarta Tatin".
Grillowane kotlety jagnięce
Rozkoszować się tu można (ba! należy!) nie tylko tym, co serwują służący cały czas swym gościom  gospodarze, ale też nieziemskimi widokami. Sama nie wiem, gdzie lepiej pozostać - wewnątrz przyjemnie strzela iskrami kominek, na zewnątrz wzrok przyciągają majestatyczne szczyty. Nikomu nie przeszkadza, że tuż obok raz po raz maszerują grupkami schodzące z gór krowy. O swojej bytności dają znać uwieszonymi u szyi dzwonkami. To cały urok tego miejsca. Zalecam zarezerwować stolik wcześniej!

Matterhorn na deser

Matterhorn o poranku
Bywa, że długo każe na siebie czekać. Tak właśnie postąpił ze mną. Musiałam być cierpliwa. Alpejski gigant usadowiony w szwajcarskim kantonie Valais mierzy 4478 metrów. Zadziwiający i niezwykły, bez wątpienia jest największą miejscową gwiazdą. Najbardziej charakterystyczną górą na świecie. Któż nie chce go zobaczyć?


Marta Legieć



0 komentarze: