POLECAMY

12.08.2015

Vorarlberg - zaczarowana austriacka kraina

Można tylko żałować, że Vorarlberg jest nam najmniej znanym regionem Austrii. Polaków jest tu wciąż jak na lekarstwo. Powody trudno zgadywać, przecież graniczący z Niemcami, Szwajcarią i Liechtensteinem, schowany wśród górskich szczytów land, jest wyjątkowo towarzyski i gościnny.

Jezioro Bodeńskie fot. Travelerdeluxe.pl


Na całość składa się sześć regionów wypoczynkowych. Każdy inny, każdy ciekawy, ze swoją wyjątkową historią. Arlberg pozostaje symbolem namiętności, Jezioro Bodeńskie zachwyca cudowną przyrodą i kusi ofertą kulturalną, Las Bregencki to region dla "wrażliwców", Dolina Klein- i Grosswalser współtworzą niepowtarzalny urok tego regionu, natomiast Montafon szczyci się szeroką ofertą sportową. W każdym z tych miejsc można spędzać czas aktywnie, rodzinnie lub zaszyć się gdzieś w głuszy i  oddać kontemplacji urokliwej codzienności. Można też relaksować się w strefach wellness albo penetrować… bagna. Jakie tajemnice kryje bagno oraz jak smakują przysmaki z rodem bagien, dowiedzieć się można wyłącznie Lesie Bregenckim. Brzmi dziwnie, smakuje wyjątkowo. Wszędzie natomiast znajdziemy szlaki bez granic, o zapierających dech krajobrazie.

Bregencja - stolica regionu
W żadnym innym regionie Austrii nie znajdziemy tak wielu przykładów dobrej dawnej i współczesnej architektury, skupionej na tak niewielkim obszarze. Liczące 2.000 lat miasto nad jeziorem Bodeńskim ma w sobie coś tajemniczego. By się o tym przekonać, wystarczy zgubić się na chwilę w kameralnych uliczkach średniowiecznego centrum, w którym wzrok przyciąga charakterystyczna wieża św. Marcina z XVI w. i Ratusz z XVII w.
Nad jeziorem rolę architektonicznej gwiazdy pełni Kunsthaus, czyli Dom Sztuki, mieszczący się w pobliżu portu, z którego statki wyruszają w rejs po jeziorze Bodeńskim pomiędzy Bregencją a pięknym niemieckim miastem Lindau. Stąd drogą wodną można też dotrzeć do Friedrichshafen, gdzie znajduje się Muzeum Zeppelina, do osławionej Konstancji i na Mainau – wyspę kwiatów.
Wokół Jeziora Bodeńskiego wiedzie szlak rowerowy, jeden z najpopularniejszych w Europie. W całości prowadzi wzdłuż austriackiego, niemieckiego oraz szwajcarskiego brzegu jeziora i można nim jeździć w obu kierunkach. Jednak, jak tłumaczą miejscowi przewodnicy, wyłącznie na terenie Austrii czekają na nas najpiękniejsze widoki, bowiem tylko tu ścieżka wiedzie tuż przy brzegu.
Wiele wrażeń dostarcza wjazd na górę Pfänder, z której wierzchołka (1064 m) podczas dobrej pogody widać aż 240 górskich szczytów w Austrii, Niemczech i Szwajcarii, Jezioro Bodeńskie, Allgäu i szczyty Lasu Bregenckiego, aż po Widderstein na granicy z Tyrolem.


Festiwal szyty na miarę
Sztukę, kulturę i naturę udaje się połączyć w Vorarlbergu w wyjątkowy sposób. Tak właśnie jest nad jeziorem Bodeńskim.
Weźmy za przykład osławiony Festiwal Bregencki odbywający się przez cztery tygodnie każdego lata, w tym roku do 25 sierpnia. By zobaczyć wyjątkowe inscenizacje najlepszych oper z towarzyszeniem orkiestry Filharmoników Wiedeńskich, do stolicy landu zjeżdżają tłumy gości. Wprawne oko dostrzeże wśród nich Petera Gabriela czy Eltona Johna. Ale to nie wszystko. Festiwal kocha także kino. W 2008 r. na tle scenografii stworzonej na potrzeby wystawianej wówczas "Toski" Pucciniego kręcono część scen "Quantum of Solace", jednego z odcinków przygód agenta 007. James Bond w operze rozprawiał się z przeciwnikiem na scenie wypełnionej "wielkim okiem".
W tym roku pod gołym niebem z Jeziorem Bodeńskim w tle wystawiany jest "Czarodziejski flet" Wolfganga Amadeusza Mozarta. Każdego wieczora na widowni zasiada 7 tysięcy ludzi. Każdy, kto widział przedstawienie nie dziwi się, że w zaledwie dwa pierwsze dni sprzedaży biletów wykupiono ich aż aż 80 proc. na wszystkie występy.
Nie tylko muzyka gra tu główną rolę. Niesamowita jest też scena. Jej skonstruowanie trwało ponad 200 dni, a zaangażowanych w budowę było ponad 30 firm m.in. z Austrii, Niemiec i Szwajcarii.
Scenografia do spektaklu, głównie ze względu na koszty, jest budowana na jeziorze co dwa lata. Za rok na Festiwalu będzie wystawiana opera Giacomo Pucciniego "Turandot", zapewne z równie niesamowitą scenerią.


Przygoda na szlaku
Vorarlberg obejmuje powierzchnię 2 600 km kw – to czterokrotnie więcej, iż ma Wiedeń, a  porównywalnie z niemiecką Saarą czy z Luksemburgiem. Odległość od północnego do południowego krańca Vorarlbergu wynosi 100 kilometrów. Dużo? Raczej nie. To na tyle dobry dystans, że bez problemu w krótkim czasie możemy przemieścić się z okolic Jeziora Bodeńskiego, leżącego na wysokości 400 metrów do wysokoalpejskiego łańcucha Silvretty, z jego pokrytymi wiecznym lodem trzytysięcznikami. Nie zapominajmy przecież, że aż dwie trzecie Vorarlbergu leży powyżej 1000 metrów.
Na miejscu jest na każdego czeka mnóstwo możliwości aktywnego spędzania czasu. Przygody czekają na amatorów jazdy na rowerze, kolarstwa górskiego, pieszych wędrówek, tenisa, paralotniarstwa i podczas uprawiania różnych sportów wodnych.


Serowa kraina
Kuchnia bez wątpienia jest w Austrii częścią kultury. Smakoszy zainteresuje z pewnością informacja, iż  w porównaniu do innych tutejszych regionów, właśnie Vorarlberg wyróżnia się wyjątkowo dużą liczbą świetnych restauracji w przeliczeniu na liczbę ludności. Miejscowe sery nie mają sobie równych. Z góry Pfänder w Bregencji startuje sieć szlaków rowerowych i pieszych, ze słynną trasą serową na czele.
Miejscowe sery to aż tysiąc lat miejscowej historii. s
Słyną z aromatu alpejskich łąk, na których pasą się mleczne krowy. "Rässkäse" to najważniejszy składnik Spätzli z serem. Räss w dialekcie oznacza przecież "dobrze przyprawiony, ostry, intensywny w smaku" i taki właśnie jest słynny Rässkäs – duma Vorarlbergu.
Szlak sera Bregenzerwald łączy wszystko, co związane jest z serem – od producentów i gospodarzy po serownie. Spacerując nim można robić sobie przystanki i rozkoszować się smakołykami do woli. Łączna długość szlaku to ok. 70 km. Poza tym ponad 40 tutejszych tzw. "serowych restauracji" godnie reprezentuje najlepszą jakość. Według wytycznych w ich menu powinno znaleźć się co najmniej 5 dań z sera, w mniejszych lokalach przynajmniej 3. Czyż nie brzmi to smakowicie?

Szlak sera Bregenzerwald fot. Travelerdeluxe.pl


Na stokach Vorarlbergu
Miłośnicy nart czy snowboardy, którzy nawet latem myślą o zimowym szaleństwie, wiedzieć muszą, że leżący w zachodniej Austrii region jest jednym z pierwszych, w którym zaczęto jeździć właśnie na nartach. Vorarlberg jest regionem pionierów narciarstwa alpejskiego, do dzisiaj wyznaczającym standardy, a szkoły i kluby narciarskie Vorarlbergu zaliczają się do najstarszych na świecie. Ponad sto lat temu, w 1905 roku w Arlbergu odbył się pierwszy kurs narciarstwa dla odwiedzających miasteczko gości.
I waśnie region Arlberg z ośrodkami narciarskimi Lech-Zürs i Stuben, od lat jest zaliczany do pięciu najlepszych regionów narciarskich na świecie (Skiresort Service International). Natomiast niemiecki Atlas Narciarski przyznał Arlbergowi pierwsze miejsce w Austrii.
Nie ma wątpliwości, upudrowane iskrzącym się śniegiem stoki Vorarlbergu, to kolejny przyciągający tu magnes.

Jak dojechać do Vorarlbergu
Do Vorarlbergu z Polski można bez problemu dotrzeć każdym środkiem lokomocji. Wystarczą dwie godziny lotu z Warszawy czy Gdańska, by dotrzeć do Zurychu. Z tego najbliższego lotniska już tylko nieco ponad godzina jazdy samochodem lub pociągiem i na własne oczy zobaczyć możemy zaczarowaną krainę.
Podróż samochodem zajmie trochę więcej czasu, nie jest jednak skomplikowana. Najwygodniej przemieszczać się przez przejście graniczne w Zgorzelcu i niemieckimi autostradami przez Drezno – Chemnitz – Norymbergę – Ulm – Memmingen – Lindau – do Bregencji lub przejechać przez Frankfurt (nad Odrą) – Lipsk – Ulm – Memmingen – Lindau – do Bregencji. 
Odległości Warszawa – Bregencja to ok. 1280 km.
Poruszanie się po regionie jest poste i przyjemne. Lokalna komunikacja jest bardzo dobrze rozbudowana. Połączenia autobusowe i kolejowe są ze sobą skorelowane, podobnie taryfy – wszystko jak w dużej aglomeracji miejskiej.

Marta Legieć

Prześlij komentarz

 
Back To Top