Liverpool – dotyk idola

30.5.12 Anonimowy 0 Comments

W Liverpoolu wszystko kręci się obok Beatlesów. Legendarna czwórka jest tutaj wszędzie. Ich twarze uśmiechają się z witryn sklepów, są na autobusach, pojawiają się w nazwach ulic, na tablicach domów.



By zgłębić tajemnicę ich fenomenu, zaszyć się można w muzeum im poświęconym albo w… hotelu. Żółta łódź podwodna wita gości przed lotniskiem imienia Johna Lennona. Pojawia się też, już jako pojazd kołowy, na ulicach miasta. Obwozi po najskrytszych zakamarkach Liverpoolu, głodnych wiedzy o swoich idolach turystów. A przyjeżdżają tu z całego świata. W minionym roku przybyli wyjątkowo licznie. Świętowali trzy okrągłe rocznice: 70-lecie urodzin Johna Lennona, 50 rocznicę założenia The Beatles i 30 rocznicę śmierci lidera zespołu – Lennona.


Nie dziwne, że Liverpool żyje Beatlesami, w końcu tu urodzili się członkowie najpopularniejszej grupy rockowej wszechczasów. Śmiało można powiedzieć, że miasto bez nich nie istnieje. Być może nie zgodzą się z tym kibice miejscowej drużyny piłkarskiej. Trudno.


Najbardziej znany klub na świecie




Cavern Club to dla fanów Beatlesów prawdziwa świątynia. Znajdziemy go w sercu Liverpoolu. Kiedy się do niego wchodzi, można się przerazić. Dlaczego? Aby dotrzeć do celu, trzeba zejść kilka poziomów pod ziemię. Ale wielbiciel zespołu pokona wszelkie przeszkody, by zobaczyć miejsce, w którym debiutowali jego idole. Na ostatnim poziomie przywita ich napis: „Welcome to The Cavern. The most famous club in The World”.

Kiedy się wejdzie, można mieć wrażenie, że czas stanął w miejscu. A przecież klub ten po raz pierwszy został otwarty dla publiczności 50 lat temu, w styczniu 1957 roku. W kilka miesięcy później wystąpił tu po raz pierwszy John Lennon z zespołem Quarry Men. Jeszcze bez Paula McCartneya. Właśnie tu pełni energii młodzi chłopcy zostali odkryci już jako The Beatles. Później, między 1961 a 1963 rokiem, w Cavern Club wystąpili aż 292 razy.
Cavern został zamknięty w 1973 roku. W rok później obrócono go w ruinę. Tak zniknął budynek, w którym rodziła się historia muzyki. Gruz wywieziono, a na miejscu klubu zrobiono parking dla samochodów.


Po śmierci Johna Lennona wielbiciele Beatelsów nie dali za wygraną. Naciskali tak skutecznie na władze miasta, że te w końcu zgodziły się by klub odbudować. Niestety, podziemne piwnice nie nadawały się do remontu. Klub wybudowano więc od nowa. Z tych samych cegieł i z taką samą maleńką sceną. Zadbano o detale. Został ponownie otwarty w 1984 roku. Młodym muzykom służy do dziś.


Nocą Mathew Street, czyli ulica Beatlesów na której mieści się klub, zaczyna tętnic życiem. Czuć ducha czwórki z Liverpoolu.


Fotka z drzwiami


Śladów wspaniałej czwórki w Liverpoolu szukać można na własna rękę, albo z profesjonalnym przewodnikiem. I w jednym, i w drugim przypadku zarezerwować należy sobie kilka godzin. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że jest tu co oglądać.


Miejscem prawdziwego kultu są między innymi domy, w których mieszkali i wychowywali się członkowie zespołu. Setki fanów każdego dnia wysypują się z autokarów, robiąc sobie zdjęcia z oknem, drzwiami, bramą czy płotkiem należącym do którejś z posesji.


W małym, prostym szeregowcu przy 9 Madryn Street, 7 lipca 1940 roku urodził się Ringo Starr. Kto chce zobaczyć to miejsce, powinien się spieszyć. Okolica ma być bowiem wyburzona pod nowe inwestycje.


Mendips to kolejny obowiązkowy punkt na mapie miasta. To tu znajduje się dom w którym spędził dzieciństwo John Lennon. Ciotka Mimi, która go wychowywała, ponoć nie lubiła, gdy zamiast się uczyć grał na gitarze i powtarzała, że z muzyki wyżyć nie można.



Następny przystanek to maleńki domek przy Forthlin Road – tu z rodzicami i bratem mieszkał Paul McCartney. Tu powstało wiele przebojów, które nucimy do dziś.


Domy w których wychowywali się Lennon i McCartney należą obecnie do National Trust, brytyjskiej organizacji zajmującej się ochroną zabytków. Ich wnętrza są dostępne dla zwiedzających (po uprzed­nim zarezerwowaniu biletów).


Na trasie prawdziwego fana nie może zabraknąć domu skromnego szeregowca w ślepej uliczce Arnold Grove, gdzie 25 lutego 1943 r. urodził się George Harrison.


Szczury w muzeum


Muzeum "The Beatles Story" to osobny rozdział wizyty w Liverpoolu. Trzeba znaleźć czas, by je zobaczyć. Wizyta w muzeum to podróż przez całe życie i doświadczenia muzyczne sławnej czwórki. Mieści się w dokach Alberta, do których łatwo trafić. Można się w nim zaszyć na kilka godzin. Tym bardziej, że opracowano polskojęzyczną wersję przewodnika audio. Oznacza to, że do zwiedzania potrzebne nam są tylko słuchawki na uszach i czas. Przewodnik po ekspozycji nagrała siostra Johna Lennona, Julia Dykins Baird. W tę opowieść wplecione są głosy innych m.in. słyszymy Paula McCartneya, Cynthii Lennon – pierwszej żony Johna, Ringo Starra, pierwszego menedżera Beatlesów Briana Epsteina i wielu innych.


Spacer po muzeum robi niesamowite wrażenie. Spacerujemy po klubach w których grali Beatlesi, straszą nas szczury na wąskich uliczkach Liverpoolu, przenosimy się do Hamburga, gdzie po raz pierwszy Beatlesi zaznali popularności. Zasiadamy w samolocie, którym lecimy wraz z zespołem do USA na ich pierwszy koncert, nurkujemy w żółtej łodzi podwodnej.


Ostatnie sale poświęcone zostały losom poszczególnych członków zespołu już po rozpadzie grupy.


Biały pokój z białym fortepianem, czyli sceneria z nagrania "Imagine" Johna Lennona, robi wrażenie na oglądających. Na jednej ze ścian widnieją słowa utworu.


W niepozornej gablocie leżą żółte, okrągłe szkła, w charakterystycznej metalowej oprawce.



Lennon nosił je przez kilka lat, były nieodłączną częścią jego wizerunku. Zostały wycenione na ponad milion funtów. To najdroższe okulary świata.


Na zakończenie przygody możemy zrobić zakupy w sklepie. Pamiątek związanych z Beatlesami jest tam bez liku.


Strawberry Fields Forever


W 1967 roku Beatlesi wydali singiel o tak zwanej podwójnej stronie „A”. Przez wielu uważany jest za najwybitniejszy w historii zespołu. Na jednej stronie krążka znalazła się skomponowana przez Paula McCartneya, zainspirowana wspomnieniami z dzieciństwa piosenka o liverpoolskiej ulicy Penny Lane. Na drugiej stronie pojawił się utwór Johna Lennona zatytułowany „Strawberry Fields Forver”.



Pełne zieleni i drzew Strawberry Field (Truskawkowe Pole) znajduje się nieopodal domu Lennona, przy ulicy Beaconsfield Road. Gdy był dzieckiem przychodził tu jak do zaczarowanego ogrodu, w którym mógł ukrywać się przed światem. Jednak, mimo magicznej nazwy, nie było tu nic tajemniczego. Nazwa miejsca o którym Lennon napisał utwór, odnosi się do budynku sierocińca prowadzonego przez Armię Zbawienia, nazwanego właśnie „Strawberry Field”. Dziś nie ma już pól truskawkowych, ale pozosta­ła czerwona brama prowadząca niegdyś na ich teren.


W Liverpoolu znaleźć można miejsca, które niewiele zmieniły się od czasów Beatlesów. Choćby rondo przy Penny Lane, uwiecznione w piosence o tym samym tytule. Czas jakby się zatrzymał. Ulica ma status zabytku i jest tętniącą życiem pamiątką po Beatlesach.



W poszukiwaniu Yellow Submarine trzeba udać się na lotnisko, Liverpool John Lennon Airport. Przed wejściem do budynku ustawiono model słynnej żółtej łodzi podwodnej. Wygląda, delikatnie mówiąc, jak z innego świata. Jednak miłośnikom cudownej czwórki to nie przeszkadza. Uwielbiają robić sobie z nią zdjęcia.


Dotyk idola


Prawdziwy fan musi tu spać. Otoczony bez przerwy sączącą się muzyką czwórki z Liverpoolu, wśród ich zdjęć. Hard Days Night Hotel jest jedyny w swoim rodzaju. Znajdziemy go tylko w Liverpoolu, tuż obok Cavern Club. Już sama nazwa fanów zespołu wprawia w dobry nastrój. Nawiązuje do tytułu filmu ialbumu jednego z przebojów słynnej czwórki.


Wszystko tu przypomina Beatlesów. Zdjęcia z ich podobiznami rozmieszczone są dosłownie w każdym miejscu – na korytarzach, w pokojach, w restauracji. Są na leżakach stojących na tarasie i na barze.


Każdy z pokoi urządzono inaczej. W każdym umieszczono obraz lub inne dzieło sztuki nawiązujące do zespołu. Wystrój jednego z pokoi inspirowany był nawet piosenką Żółta Łódź Podwodna. Apartamenty imienia Lennona i McCartneya cieszą się ogromną popularnością. Spanie w takim miejscu to dla fana Beatlesów jest jak dotyk idola.



Warto wiedzieć




  • Liczący blisko 440 tys. mieszkańców Liverpool odwiedza rocznie ok. 600 tys. turystów zainteresowanych legendą The Beatles, wydają tam ok. 21 mln funtów.



  • Wielbiciele muzyki "chłopców z Liverpoolu" powinni odwiedzić to miasto w ostatni tydzień sierpnia. Organizowany jest wtedy poświęcony Beatlesom, International Beatle Week. W dzień i w nocy w pubach i na ulicach ponad 200 zespołów gra ich kompozycje. Koncertom towarzyszą wystawy sztuki, festiwale i jarmarki, gdzie za przysłowiowego pensa kupimy kubek czy T-shirt z podobizną słynnej czwórki.



  • Miasto zostało wpisane do Księgi rekordów Guinnessa jako stolica popu - pochodzący stąd artyści zdobyli do tej pory najwięcej (56!) pierwszych miejsc na listach przebojów.



Jak się dostać




  • Port lotniczy Liverpool - John Lennon jest międzynarodowym lotniskiem położonym 12 km od Liverpoolu. Lotnisko obsługuje połączenia z Polską: Gdańskiem, Krakowem, Bydgoszczą, Poznaniem, Wrocławiem, Katowicami, Warszawą.


Fot. © pojechanewakacje.pl

0 komentarze: