Azja,

Singapur: Na samolot zdążyłam

19.6.11 Anonimowy 0 Comments

Pierwsze wrażenie w Singapurze wiązało się ze słodyczą. Otóż pan dał mi cukierka przy czym sam pieczołowicie stemplował mój paszport. Jak to w moim zwyczaju, próbowałam wepchnąć papierek do torby. Pan widząc to zgromił mnie wzrokiem i pokazał palcem małe pudełko na papierki obok małego papierka z cukiereczkami. I taki jest cały Singapur. Wszystko ma swoje miejsce i przeznaczenie. Przypadkowość w tym państwie - mieście została bezdusznie zamordowana

Drugim mankamentem (dla jednych) /zaleta (dla innych) jest sterylność. Co nie dziwi skoro upuszczenie papierka wynosi ok. 500USD. O gumie do żucia przyklejonej pod stołem należy zapomnieć - zakazano jej importu. Za żucie grozi kolejna z wielu szeroko oferowanych grzywien.


Krytykowanie rządu jest nie polecane, cenzura kwitnie, podobnie jak patetyczne slogany szerzącego się chrześcijanizmu. Ja tam nie wiem. Może faktycznie "Jesus is the answer". A jak zauważysz cos podejrzanego to szybko poinformuj odpowiednie organy.


Ponadto zdecydowane zmechanizowanie i nowoczesność. W bardzo nudny, drogi sposób. W tym wszystkim zatopione są wszelkiego rodzaju narodowości. Wszyscy taplają się w angielszczyźnie.

I jest nocne safari. Zwierzęta pałętają się pod nogami - nosorożce chadzają kilka metrów dalej, nietoperze preferują wnętrze moich dłoni niż owoc na nich położony (przepiękne stworzenia), wielkie koty śpią lub obserwują z niedbałością. Specjalne oświetlenie powoduje, ze można je obserwować w niewidoczny sposób.


Singapurski weekend kojarzy mi się z siedzeniem, jak na szpilkach. W oczekiwaniu na wyrok banku. Pierwsza wiadomość zła. Muszą wydać mi nowe karty. I wysłać gdzie? Druga wiadomość dobra. Odblokują mi stare. Molestowałam A. z dobre trzy dni. Na forum jeszcze raz dzięki.

PWY trzymał kciuki, żeby mi tych kart nie odblokowali...

Wpis pochodzi z bloga cyntya.blog.pl

0 komentarze: